Czyli o tym ze jak sie cos zaczyna spiacym i 2h przed dead linem to sie na pewno nie zdazy. I że następnym razem sobie dead line wpiszę złotymi zgłoskami na kaledarzu elektronicznym i ściennym, bo byłam przekonana że do jasnej ciasnej dead line wypada w środę. Do momentu w którym przypomniał mi o nim W. w komencie do Mari, kiedy to już porządek iwentów rozmaitycz miałam tak ustawiony że za formę winną mogłam zająć sie o 22-giej.
Po czym zasnęłam o 23-ciej. Wino is rightly due, ale co jestem wkurzona to moje. Formy winne Mari i Wojciecha przeczytam jak dokończę moją, miejmy nadzieję że dzisiaj. Grrry.
Mood:

Pissed off and rightly so as it is also MONDAY
Hmm, tak to bywa w poniedziałek. Niemiło. Inna rzecz, że byłem co najmniej zdumiony widząc posta datowanego na 4:37 rano. To wskazuje na determinację... ale nie zwalnia od wina :D
OdpowiedzUsuńO tej godzinie to ja sie obudziłam -_-"
OdpowiedzUsuńNad dymiącą formą... eee komputerem.
No ok, nic nie dymiło ale było to wszystko dramatyczne.
A słowo jes słowo.
W sensie że jak się zobowiązałam to wino będzie.
OdpowiedzUsuńUpiję was i wyciągne sekrety... :P
Cudze? Nie ma sprawy :D
OdpowiedzUsuńKto mówił że cudze...^_-
OdpowiedzUsuń