Tak mi się przypomniało że ostatnio u E.(która nadal
przyjmuje mnie w domu mimo DA prezentu urodzinowego:D )
zobaczyłam wreszcie 'Shaun of the Dead' i dokumentnie zmarłam.
Zacznijmy od tego ze ja zasadniczo nie lubię filmów o zombie,
horrorów ani innych katastrofików. To rzekłwszy zapałałam do
'Shauna...' miłością wielką i zgoła patologiczną, zapewne dlatego że
tak circa about przez 3/4 czasu główny bohater i jego wierny choć
upośledzony społecznie sidekick w ogóle nie zdają sobie sprawy z
inwazji zombie na Anglię, co efekt daje wysoce komiczny.
To że głównych bohaterów gra duo z Hot Fuzz, to (ok no, poza głównym motorem atrakcyjności filmu) jest doprawdy wisienką na torcie. ZWŁASZCZA że wiem już że absolutnie kocham Simona Pegga, nawet jeśli nie za wygląd, to nie tylko za akcent. I tak- rację mieli ci którzy marudzili że mało go było jako Scottiego w Treku. Dawniej nie widziałam problemu, ale teraz zakres wizji mi się poszerzył i chcę więcej Scottiego, Howgh! ( że o Tricii Hefner jako siostrze Chapel[ heks heks] już nie wspomnę)
Ommm. Kombinuje jak zaopatrzyć się w 'Shaun of the Dead' i 'Hot Fuzz' na stałe.
Mood:

Pegged
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz