wtorek, 17 listopada 2009

Obrazkowa opowiastka o tym czemu Patison nie umiera nigdy...

W obliczu poprzedniej notki tym bardziej byłam
iwul w ramach urodzin zaopatrując E. w to ... eee cudo.















Dzieło Robert Patti(n)son: Prawdziwa miłość nigdy nie umiera (sic! on so many levels!)
( na załączonym obrazku ze wspólwinowajczynią Anną S) zasługiwało rzecz jasna
na odpowiednią oprawę która po szeroko zakrojonych przygotowaniach (vide poniżej)

























wyglądała tak :D :












Autograf komuś podrobić?^^
Lena zapoznana z materiałem dowodowym już złożyła zamówienie:DDD

Całość byłaby znacznie bardziej okrutna i nie na temat,
gdyby nie to że E. (za pieniądze, nie dla przyjemności) dorabia
sobie moderując forum Twiglightowe. (Wiem, wiem. Przekażę
kondolencje)

Pocieszając się mówi nam czasem że przecież może userów
banować z forum na głupotę.
-Hm...-pytamy- a możesz ich banować za lubienie Twighlighta?
-No nie- mówi E.
-W tym cały problem.- z czym E bezgłośnie się zgadza.

Nasze rozwiązanie na Patisona to rytualna anihilacja
przez pożarcie ciała podmiotu asocjacji:



























Trza dużo patisonów zjeść żeby uszczuplić świecącą moc kiepskiego Edwarda,
więc proponuję brać z nas przykład. W każdym razie głupawka murowana^^.


Mood



Playful. And evil.





PS. A mówiłam że opowiem czemu Patison nie umiera nigdy? :>

2 komentarze: