piątek, 20 listopada 2009

Preeeecious Mooooments

czyli drugi z proponowanych przeze mnie "Wielkich hitów
DJ Mać" zaraz po "Kolorowe Sny Kiedy Ja Dotykam Siebie"
oryginalnie by BJust 5 (vide zbereźny Kubuś Puchatek
który lata temu całe krążył po sieci, btw do trunków naszych
brandowych proponuję dołączyć wino marki Herakles Aperitif
Płońsk). No bo życie jest krótkie, a piękne chwile takie bezcenne.
Hi hi hi. Kompletnie bezcenne^^
I jak dobrze się pośmiać jak ma się wizję PRACY W SOBOTĘ
co skraca mi weekend który spędza u mnie Kat.
Nie zespół.* Koleżanka.

Anyway, on to the bzdety wczoro-dzisiejsze, którymi
chciałam się podzielić.


Po pierwsz primo napatoczywszy się wczoraj na Peacemakera,
który sobie grał w tle kiedy robiłam inne rzeczy. Ogólnie typowy
hamerykancki produkcyjniak z natchnionym przesłaniem (zli terrorysci
może MAJĄ POWODY, my może i nie jestesmy do konca kryształowi,
a głupi Rosjanie może i mieli prawo strzelać na SWOIM WŁASNYM
terytorium, ale i tak zwyciężymy, bladzi, dumni i wierni jak czterej
pancerni. Uratujemy świat od zagłady.Zieeeeeeeeew), ale jedna scena
wprasowała mnie w kanapę kompletnie, na którą to padłam
w poryw/kach śmiechu, ogromem jej absurdu porażona.

Otóż Brutal-Clooney i pani Sztywna-Ale-Z-Dobrym-Sercech-Choć-
Nie-Dodymana-Kindman wparowywują do jakiegos (prawdopodobie
zlowrogiego) biura (spedycyjnego??? , really nie uważałam)w Wiedniu
i chcą od pana w nim zasiadającego jakieś faktury transportowe.
Pan nazywa się... (no myślcie Amerykańscy scenarzyści, myyyyślcie...
jakie by tu wymyślić inne nazwisko brzmiące niemieckojęzycznie...hmm...)
Schumacher o_O" i z zadziwiających przyczyn nie chce wydać faktur
dwójce ludzi którzy napatoczyli się z ulicy i żadne z nich nie zna
nawet ni słowa po niemiecku. OCZYWIŚCIE, Pan Schumacher MUSI
być przestępcą, skoro nie współpracuje z amreykańskimi szpiegami
którzy jurysdykcję mają nad nim...zgoła znikomą. Z tego zalożenia
wychodząc Silny-I-Męski-Ale-Rozumem-Grzeszący-Umiarkowanie-
George przywiązuje go duck tejpem do krzesła, a Znam-Się-Absolutnie-
Na-Wszystkim-Bo-Gram-Jajoglową-Postać-Kidman zabiera się do komputera.
(Komputer nie stoi u pana na biuku tylko z boku pokoju btw. WTF????)
Ku jej zgrozie komputer okazuje się zahasłowany, więc George względnie
grzecznie pyta Herr Schumachera o haslo. S. się broni przed podaniem
tegoż ale gdy George grozi bronią palną jego klejnotom rodzinnym,
tudzież nienarodzonym małym Schumacherzątkom, S. poddaje się
i podaje hasło. Które brzmi (tak prosze się trzymać):

HASSELHOF

!!!!!!!!!
Pffff ale nadal

!!!!!!!!!!!!!!!

Jak, powtarzam, JAK DŁUGO Amerykańscy scenarzyści musieli na tym
myśleć???? :DDDD Pewnie tygodnie całe. Aż znaleźli ulotke pt.
German Speaking Celebrities: 1. Schumacher 2. Hasselhof 3.Potente
4. Krüger 5.Schwarzenegger 6. Forgot-About-Them.

Swoją drogą dali ciała. Co to nie wiedzą że w Austrii każdy komputer ma
hasło SCHWARZENEGGER a HASSELHOF to w Niemczech???
Nawet tego nie wiedzieli matoły ciemne-_-".
Jak mawiał mój brat w wieku lat 8:
Jestem zbulserwowana!

Muszę powiedzieć że do tej sceny było tak sobie jak bylo,
ta scena stanowiła moment szczytowy w rozrywkowości całego
widowiska, które sie po niej jakościowo nie podniosło już nigdy.
Ale sam moment był bezcenny.

Tak jak tył ostatniego Zwierciadła, które zakupiłam celem
zaadoptowania kalendarzyka zeń do sobie tylko znanych,
aczani chybi bezbożnych celów.

Na tylnej okładce bowiem Audrey Tatou reklamuje Chanel
numer 5 (które, powiedzmy to raz a dobrze śmierdzi wprost
nieziemsko), a ja sobie tak pomyślałam czy Chanel jako
lobbysta miało coś ( i jak wiele) do powiedzenia przy wyborze
obsady do 'Coco'. Tudzież jak szybko ustawili się do Tatou z
kontraktem na reklamy do podpisania.Nie czepiem się w sumie.
Sztuka i biznes nie od dziś idą w parze (zwłaszcza jak sztuka
chce znać się choc TROCHĘ znana.), Żyć z czegoś trzeba.
A jak coś w tym wszystkim cuchnie, to może to po prostu
perfuma. Nie jak u Shreka, inne rzeczy. :>

* z cyklu priceless&precious moments przypomniała mi się
historyjka poniekąd powiązana z tematem wystepującym w
okolicy gwiazdki nr. 1.

Again, lata temu całe na jednym z dorocznych zjazdów
polskiego ircowego kanału sw, koledzy nasi umiarkowanie
dojrzali życiowo (jakies pozne 19tki, wczesne20tki) siedzą
sobie w osrodku kempingowym gdzie mieliśmy domki i renderuja
kolejną przechlaną, przeerpegowaną i przegadaną noc.
Poubierani są zapewne różnie, częto gesto dziwacznie,
czasem z jakimiś artefaktami typu płaszcz długi a sithci,
wiatrówka-pseudo-pilota-pseudo-militarnej organnizacji
prorepublikańskiej ( sw przypominam, nie ku-klux klan),
miecz świettlny z rury do odkurzacza i plastikowego kijka
z placyku jazdy. Oprócz tego wyposażeni sa o wiele groźniej jeszcze:
w odrapane gęby, woniejące oddechy i głęboko skacowane oblicza.
Nie chce im się nic, nawet po tyłku podrapać.
Do czasu, kiedydróżką kolo zajmowanej przez nich werandy domku
przechodzi kilka kolonistek w wieku circa about 13 lat (przypominam,
to były jeszcze czasy kiedy 13latka wyglądała jak dzieciuch, nie lafirynda),
na co zgraja naszych jurnych acz wymietoszonych samczyków ożywia
się wyraźnie i postanawia dać znać samiczkom o buzującym w nich
testosteronie. Robią to po męsku i na poziomie, czyli chichoczą
ponuro wytwarzają atmosferę strachu i ogólnie staraja się
wyglądać posępnie niczym prawdziwi Posłańcy Mhroku **.
Trash Metal w tle chyba też leci. Jakoś tak.
Większość dziewcząt uchodzi spłoszona, przez co
grupa samczyków tym bardziej obrasta w ciągle stroszone
(mhroczne) piórka, ale jedna z dziewczyn obraca się
i mówi do panów wyzywająco:

'A ja slucham KATa!'- po czym zawija się, i z dystyngowaną
gracją podąża za resztą stadka.

Chłopcy pospadali z krzeseł dosłownie, potem ( co im
się chwali) ryknęli śmiechem i opowiedzieli historię wszystkim
obecnym stajac się obiektami niemiłosiernych i wieloletnich
drwin. Zaczepiac kolonistki jakoś przestali.
Doprawdy nie wiem czemu...:D

**
Swoją drogą, po latach stwierdzam że panowie minęli się
z epoką. Dziś 13 latki kochają Tfu...Twighlight więc może
by na nich poleciały jak udawali takich Mhrocznych.
Inna sprawa ze nawet dzisiejsze nastolatki chcą by
ich wąpierz był nieziemsko ( as in, moda z Alfa Centauri, bo
w na ziemi to Pattinson sie pod budke z piwem nadaje) piękny,
a nie bawił sie zabawkami nawej jeżeli są to interesującego kształtu
miecze świetlne.

Tyle radosnych rozważań. Sprzatać idę, zanim ludzie w dom przyjadą.
Czy ja już mówiłam że pracująca sobota ssie?
Bo bardzo ssie.

Mood:


Plentiful in ideas when
should be otherwise
occupied....



Haslo na dziś:

Chigau-yo!


PS. Notka dla tych którzy marudziliby że piszę często a krótko.
Well not this time :>

6 komentarzy:

  1. Ja nadal obstawiam, ze powinnysmy zaczac od sloneczka.

    Historia o kolonistkach jakims dziwnym cudem mnie ominela...

    I nadal upieram sie, ze para filmowa byla audytorami.

    I wiecej watkow nie pamietam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bsz... niech juz wam bedzieto sloneczko.
    Ale moje propozycje zaraz potem ;)))

    OdpowiedzUsuń
  3. NIe na wierzchu a z przodu to różnica. MOje będzie zaraz potem, ergo wasze z najdzie się POD SPODEM. ^^
    Zresztą 'Słoneczko nasze' to pieśń rytualną która na klifach Moheru wywoływałyśmy z Sio słońce. Nie wiem czy nadaje się na tek TRYWIALNĄ okazję.

    OdpowiedzUsuń
  4. A moje pytanie do L. brzmi. Spać nie możesz?????
    To się zamień!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo prosze ignorowac godzine wyswietlajaca sie przy moich wpisach. Moj komputer zyje w czasie japonskim :P

    OdpowiedzUsuń