sobota, 21 listopada 2009

Przy sobocie w robocie-_-"

Oto jak upadają ideały. Uma Thurman i Kristin Scott Thomas jako podrywajki Patisona. Depressing much. -_-"


Na poprawę nastroju i jako krucjaty pt. 'Twilight Jest ZŁY( and not in a good way)' część dalsza, słowo na sobotę w postaci recenzji 'New Moon' autorstwa pani Wężyk ze strony TVN24 a dostarczone mi przez Lenę. Obśmiałam się jak norka, choć akurat w kwestii Bolly nie do końca się zgodzę.
a) Shahrukh jest o niebo lepszym aktorem niz Patison dotychczas pokazał b) bollywood jest radosny i często gęsto zabawny, co sprawia że sceny patetyczne są albo zjadliwe albo na dvd się je wyłącza. Zmierzch nie ma takiego koła ratunkowego bo cały jest na śmiertelnie poważnie. Brr. Nie cierpię patosu, a nieumotywowanego w szczególności.

Anyway on to the review:

"Księżyc w nowiu" czyli Bella i bestie
Ona kocha jego. On kocha ją. Ale związek wampira ze śmiertelniczką to nie bułka z masłem. Jest jeszcze ten trzeci - wilkołak. Życie amerykańskiej nastolatki wcale nie jest proste, o czym już po raz drugi będą mogli przekonać się w kinach (od piątku) fani "Zmierzchu". Reszcie odradzamy.

Jak nie urok, to przemarsz wojsk – nikt nie zna lepiej znaczenia tego staropolskiego przysłowia niż 18-letnia Bella (Kristen Stewart). Miłość jej życia, bosko przystojny, interesująco blady i nieustannie zapewniający ją o swoim uczuciu Edward (Robert Pattison), jest wampirem. Jej najlepszy przyjaciel, posiadacz boskiej klaty, umiejętności naprawiania motorów, i, no właśnie, boskiej klaty, Jake (Taylor Lautner), jest z kolei wilkołakiem…

Bella i bestie

Żaden z nich nie chce, czy też nie może, „wpuścić jej do swojego świata”, bo to byłoby dla niej, a jakże, zbyt niebezpieczne. W przypadku Edwarda Bella bowiem mogłaby przypadkowo stać się kolacją dla któregoś z członków jego co prawda „wegetariańskiej” - bo na zwierzęcej diecie – ale było nie było wampirzej rodziny. A obdarzony wilczymi genami Jake ma z kolei inklinacje do agresji i mógłby sam niechcący bezcenną Bellę uszkodzić.

Ostatecznie więcej skrupułów ma Edward. Po Dramatycznej i Głębokiej Scenie Rozstania znika z życia ukochanej, co wpędza dziewczynę w depresję. Depresja objawia się najpierw siedzeniem i patrzeniem Pustym Wzrokiem w okno, a potem szukaniem Ryzyka w spacerach po lesie, jeździe na motorze i skakaniu z klifu do morze. Z opresji regularnie ratuje ją niezawodny Jake. I gdy już Bella zaczyna czuć do niego coś więcej niż przyjaźń, otrzymuje wieści od Edwarda...

Cierpienia młodej Belli

„Księżyc w nowiu”, druga ekranizacja bestsellerowej sagi o nastoletniej miłości wampira i zwykłej, wydawałoby się, dziewczyny, niewątpliwie powtórzy sukces poprzedniczki. Bilety na pierwsze seanse były wykupione tygodniami przed premierą, blogi miłośniczek boskiego Edwarda rozgrzewały się do czerwoności od temperatury zamieszczanych tam wpisów, ruszyła też machina gadżetów.

Jednak dla każdego, kto ma ciut więcej niż 13 – no dobra, 16 – lat „Księżyc w nowiu” to 130 minut ładnie opakowanej, ale bardzo ciężko strawnej licealnej egzaltacji, której do tego nie ratuje nawet szczypta dystansu, autoironii czy poczucia humoru. Nie, wszystko w filmie Chrisa Weitza jest (nie)śmiertelnie Poważne i Głębokie niczym Rów Mariański. Uczucia szaleją, hormony buzują, a każdy pocałunek Edwarda i Belli, sądząc po ich minach i wydawanych przez parę dźwiękach, daje im ekstazę dla reszty populacji osiągalną jedynie po pozbyciu się zdecydowanie większej ilości odzieży i zastosowaniu technik opisanych w Kamasutrze.

Bollywampiry

Taką intensywność emocji serwowało dotychczas wyłącznie kino bollywoodzkie i rzeczywiście, jeśli wyłączyć piosenki i taniec, to „Księżyc w nowiu” ma zaskakująco wiele wspólnego z dziełami indyjskiej kinematografii. Udręczonych spojrzeń Pattisona nie powstydziłby się Shahrukh Khan, a wewnętrzne rozdarcie między ukochanym a przyjacielem wychodzi Stewart nie gorzej niż Kajol. Wreszcie klata Lautnera – zamiłowanie wilkołaków do skąpej garderoby należy zdecydowanie zaliczyć na plus filmu – jest doprawdy nie gorsza niż Hrithika Roshana.

„Księżyc w nowiu” miał być w założeniu historią miłości, która przekracza wszelkie granice i kordony, podlaną sosem lekkiej, za to bardzo estetycznej grozy. Wyszedł ładny, lecz irytujący nastoletni romans z gatunku „do łzy ostatniej”, z niedopracowanymi efektami specjalnymi, a do tego opowiedziany w tonie propagandówki czystości przedmałżeńskiej. Do tego niezamierzenie śmieszny – na pokazie prasowym dziennikarze w powadze wytrzymali jakieś 20 minut, a resztę filmu w najmniej odpowiednich momentach, z Wielkim Romantycznym Finałem włącznie, przerywały chóralne wybuchy śmiechu.

Najnowsza odsłona sagi „Zmierzch” zdecydowanie nie jest dla wszystkim. Osobnikom nieromantycznym, cynicznym, fanom „Casablanki” czy „True Blood” oraz po prostu dorosłym zdecydowanie odradzamy.

Mood:



Blah




PS. W Irlandii leje jak Sio przemieszcza się po mieście. U mnie świeci pięęęęękne słońce.
Za Oknem. Za Oknem FAbryki-dodam. Murphy, Nu pagadi!!!!
PS2 Rajt.... Forma winna. Czemu mi sie wydawało ze termin bedzie ze środy na czwartek, nie z niedzieli na poniedziałek. Hm...

5 komentarzy:

  1. A o ktorym tygodniu myslalas? Tym minionym czy nadchodzacym? :P (ja zaraz dopiero odpale Worda, jeszcze nic nie napisalam :D)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bossssski artykul. :DDD

    Ale gdzie mi tu Wymoczka Bladolicego Pyra do Baranka porownywac????

    OdpowiedzUsuń
  3. A Kala mnie usilnie na to gówno ciągnie :((((

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam, Szczur z tej strony, postanowiłam dorzucić swoje trzy grosze na temat Twilight-manii ;)

    Ja osobiście do tego filmu po prostu nie mogę podejść, to nawet nie jest nic osobistego. Po prostu wizja autorki/reżysera tak ekstremalnie kłóci mi się z moim wyobrażeniem o wampirach, że nie potrafię się przekonać.

    Zwalam to jednak na mój wysoki geek-level i to, że zostałam skażona RPG. Nastoletnie lata spędziłam zagrywając się w old World of Darkness (zwany czasanu oldWoD, oWoD, lub oWaD ;)), a parę lat temu zaczęłam się przekonywać do new World of Darkness, który jest dość logiczny, nie ma przesadnych dramatycznych udziwnień i jest prosty w obsłudze. To, że w liceum moja maturalna prezentacja dotyczyła mitów o wampirach począwszy od Grecji a skończywszy na Stokerze też szczególnie nie pomaga. Mam dość mocno ugruntowany obraz wampira :P.

    Dlatego też jedynym filmem który jestem w stanie zaakceptować jest Wywiad z Wampirem (ale nie książki, książki są fe) i Dracula Coppoli (głównie z sentymentu). Blood Ties, Moonlight, Buffy i Underworld robią na mnie co najmniej słabe wrażenie. A jak widzę Edwarda to jedyne co przychodzi mi na myśl to "Camarilla to się grobie przewraca". Nic nie poradzę, jestem skażona ;P.

    Swoją drogą, słyszał ktoś o True Blood? Widziałam kilka odcinków i zapowiada się nawet całkiem interesująco.

    OdpowiedzUsuń
  5. ->Renata
    Bron sie!!!
    -> Szczur
    Słyszałam o True Bloodzie BARDZO mieszane opinie a sama się jeszcze nie zabralam.

    OdpowiedzUsuń