Jako rzecze Ciocia Wiki:
'Imię wywodzi się prawdopodobnie od przezwiska; z czasem nabyło ono silnego rysu magicznego. Łączy się to z pradawną – nieistniejącą już u większości społeczeństw – funkcją języka, zgodnie z którą nadanie nazwy jakiemuś obiektowi, przedmiotowi, osobie poczytywano za zdobycie władzy nad nią. Tym samym rodzina nadawała dziecku imię, aby wyposażyć je w pewne cechy, "zaprogramować" jego przyszłość lub odwrócić nieprzychylny bieg wydarzeń; imię było wróżbą, błogosławieństwem, życzeniem.'
Taaa. Dalej Ciocia W. dodaje że:
'Obecnie dawne funkcje imion są w zaniku. Powodem tego jest oderwanie większości z imion od ich substancji etymologicznej – po prostu nie są (imiona obcego pochodzenia) lub przestały być (zanik dawnych form, ewolucja języka) one rozumiane przez ludność.'
Mhm. Ja wiem że ja jestem dziwna. Dziwna też jak na dzisiejsze standardy jest moja rodzina ale... Powiem tak: jestem Wagą, i z zakresu cech standardowo wagowych mam- poza krańcowym niezdecydowaniem ( Życie jest jak pudełko czekoladek. Dobra, tylko którą wybrać...o_O"")-, silne poczucie ogólnoludzkiej sprawiedliwości oraz mocną potrzebę harmonii w otoczeniu. Moje pierwsze i drugie imię znaczą tyle co "sprawiedliwa" i "miłująca pokój". Ludzie zapomnieli o zaklinaniu dzieciom charakteru imionami???! I don't think so...-_-"
II. Luźne
*mild, unimportant spoilers*
a) House , 8 marca ,6x15, (tfu, tfu) Fox
House nie był zły, nie był też rewelacyjny. Nie wiem czy Amerykanie są tacy over the top we wszystkim co robią, czy bohaterka grana przez Laure Prepon (Donna z 'That '70s Show' !!! :))) ) jest ewenemantem, ale jednak wyszłam z całości z głębokim przekonaniem że wszyscy Amerykanie są nienormalni i że zapożyczając cytat Wilsona o Housie: "Dawanie im komputerów to jak dawanie plutonu Doktorowi No". No bo najpierw nie poruszają tematu blogów W OGÓLE ever przez 6 i pół sezonu, a jak już mają bloggerkę to szaloną, która pisze absolutnie o wszystkim w swoim życiu za wyłączeniem kupy (czego z kolei nie pochwala House). Bogowie! Z tego wynika iż nie ma milionów normalnych bloggerów, ergo blogowanie jest szaleństwem skrajnym, ergo miliony amerykańskich bloggerów są szaleńcami! Ommm! Z innych obserwacji obyczajowo różnych: czy to nie smutne gdy serial o genialnym diagnostyku wykorzystuje jego genialne zdolności diagnostyczne, czy babka na speed datingu go bajeruje czy nie? Bo w kwestiach medycznych to się chłopina wiele nie narobił. Co mnie z kolei zafascynowało- głównie przez obcość z warunkami polskimi- to scena w której sąsiad LP i jej chłopaka przychodzi poprosić by ciszej się kłócili, po czym widzi jej posiniaczoną twarz (wybroczyny jakieś od choroby), więc zaraz łapie za telefon i zaczyna dzwonić na policję(sic!).Łysy bysio w skórze, na policję... Bo zobaczył w swoim mniemaniu pobitą kobietę- do tego sąsiadkę z którą sam często się kłóci... o_O"" W Polsce albo nastapiłoby strategiczne wycofanie do siebie, albo gratulacje od bysia do bysia za celność. Hameryka jednak, hameryka. I teraz ostatnia uwaga: Chase ma dylematy życiowe bo jest za ładny (.... !....!...!..) w związku z czym Thirteen kładzie mu w uszy to i tamto. Podoba mi się to jak się przyjaźnią, ale jak scenarzyści ich spikną to ja zwymiotuję. Nie przepadałam za Cameron, ale już nie kupuje całego bullshitu pt: "House zrobił mi pianę z mózgu, więc zostawiam żonę żeby być w serialu.. znaczy szpitalu" , a spiknięcie z 13 (mimo że w tym momencie oni dwoje i Cuddy stanowią najładniejszą część obsady) wskoczy mi klimat związków w serialu na wysoki grzbiet rekina. Blah!!!!
Choć jedno hasło mi się podobało. Że zacytuję Charzynkę z WWW :
"Mówiłam ci, żebyś zaczął pisać bloga, bo chciałabym wiedzieć, co myślisz".
Very much to the point :D
*end of spoilers*
b)W wyniku rozmów z Gają i z D. i różnych przemyśleń, już dawno postanowiłam nadac imię wewnętrznemu dziecku. Wewnętrzne dziecko ( ten jungowsko-freudowski inner-self) może i jest najbardziej prymitywnym, ale jest też i prastarym i w pewnych aspektach najmądrzejszym elementem naszego ja. Jest dzieckiem które trzeba dogłaskać, jest cholerą która może złościć, jest instynktem którego należy słuchać. Myślałam więc jakby go nie upupić, dać mu imie które będzie moje, ale które nie będzie już nazybyt zużyte, które odda i wewnętrzną miękkość i drzemiące oko chaosu. Tak wyszła mi 'Tynka' (lub 'Tynucha' jak dziecko mnie wkurza :>). Moje i jego, stare i nowe. Wczoraj z nudów poguglałam sobie 'Tynkę'. Okazuje się że moje dziecko wewnętrzne ma własną planetoidę w pasie między Marsem a Jowiszem. Proszę bardzo, rozbija się dziecina, rozbija :>>
Mood
Free falling
& throat aching

Joanna - dar łaski bożej. Barbara - nie muszę wyjaśniać.
OdpowiedzUsuńInnymi słowy, nawet moi rodzice przewidzieli, że jestem heyoką.
Uśmiejesz się, jak Ci napiszę, jak się nazwya moje wewnętrzne dziecko :) Rymuje się z imieniem Twojego w każdym razie :D
OdpowiedzUsuńAle zabawnie, bo gadaliśmy dziś ze znajomymi (Twoimi też :) ) o imionach i o tym, czy determinują ludzki los...
Marianna- umiłowana przez Boga; Jadwiga- wojna :D
Czyly co? Dżihaaaad! :D
Ps. Kawową. Oczywiście, że kawową :P
To i ja się pochwalę:
OdpowiedzUsuńKarolina pochodzi z języków germańskich; "córka wodza, wojowniczka". Drugiego imienia nie posiadam, bo tatuś zapomniał :P
Lena -> Selene: "księżyc". Co w połączeniu z moim znakiem zodiaku daje chaos absolutny :P
O Housie nic nie powiem, bo nie zachwycił mnie ani opisywany przez Ciebie odcinek, ani ten najnowszy mnie nie zachwyciły :/ I tak, jeśli Chase skończy z Trzynastką, obrażę się na dobre ;(
@Lena Tatus zapomniał jak to wojownik :>> a Lenę wymyśliłaś sama, więc to Twój dodatek do misz maszu. Nowy House tez mnie nie zachwycił, jak mi się orzynudzi to moze o tym napiszę, we'll see.
OdpowiedzUsuń@Mari: To postanowione, od tej chwili winnaś z piw pic jeno Ciechan Miodowy (a w każdym razie Ciechan) który w czasie jednego spotkania został uznany (po paru piwach przyznajmy) za fonetycznie jednobrzmiący z Dżihaadem właśnie:>
@Jo Patrzę właśnie na pocztę pracową która zaciąga mi program mozillowy o uroczej nazwie Thunderbird. A ty jakiego klienta używasz? :>
Nieprawda! Lenę mi wymyślono, ustami kolegi Arka A. będącego podówczas pod wpływem niskoprocentowych napojów alkoholowych spożytych w znacznej ilości ;) Ja ją tylko adoptowałam... i staram się nie mówić, od jakiego imienia (znowu wg Arka) jest zdrobnieniem ;P
OdpowiedzUsuńCiechan miodowy? Never heard of... Ale chetnie przetestuje nowe smaki :D
OdpowiedzUsuń