*Le sigh*
In other news.
Trying to find a perfect balance between thinking and not. Uhm, I'll get back to ya when I've found it. In circa 599 years
Ogólnie podoba mi się to Carollowe hasło u JO o zyciu i o pralce tylko moja pralka jest w kwestii tej funkcji pokrętła jakoś dziwnie wybrakowana. Ach jo, mówi się trudno, chyba że jest się Krecikiem wtedy pozostaje się na etapie przedprzecinkowym. :>
Dziś bieganie po sklepach bo ktoś bardzo (nie)dobry wpędził mnie w popłoch okołoprezentowy, wypalanie płyt dla matki( tak to jest jak się ją uzależni kogoś od np. Chucka i Entourage i potem trzeba cierpieć, hm) i ogólne przygotownia do desantu na Poznań& Ethnoport, Łódź& wybory, a potem powrót do operacji Toruń&życie. Uff. Znowu odpoczywać będę PO weekendzie. Albo nie za bardzo, bo dni jakos nabrały mi ostatnio treści i mięsistej rzęsistości.
Tak przy okazji treści.
Poważny człowiek Coenów. Byłam w kinie z G., z którą ostatnio widziałyśmy Bękarty Wojny przez co kilka elementów dość automatycznie fabuły narzuciło nam analogię między tymi dwoma filmami i przypomniało nam czemu zarówno Coenowie jak i Tarantino (ten ostatni może nawet hmm bardziej) to galopujący postmodernizm. G. stwierdziła że woli Bękarty, ale ja musiałam się nad tą kwestią przez chwilę zastanowić. Przy porównaniu Bękarty są bardziej buńczuczne, żywiołowe, pełne młodości i wigoru (nawet jeśli jest to wigor w pod znakiem Morrigan) a przez to porywające i tak, w takim aspekcie , ja też je wolę. Ale jako film, jako takie krzywe lustro fragmentu rzeczyswistości, taki połyskujący element w mozaice życia 'Poważny człowiek' jest o wiele, wiele lepszy. Nie znaczy ze podobal mi sie cały, nie znaczy ze nie ma w nim dłuzyzn i przestojów (jaka epoka takie tempo :>) . Czytałam gdzies ze ten film to Joela i Ethana hołd dla ich dzieciństwa i ojca, i rzeczywiście to jakieś łagodne, lekko kpiące umiłowanie przeszłości widać w każdym detalu. I w tragikomicznych ruchach robaczkowych poczynań głównego bohatera, i w pastiszowym dość przedstawieniu rzeczywistości ( w tym np. młodzieży czyli siebie samych poniekąd), i w całym nieco prześmiewczym tonie który niejako przesłania nam świadomość że tak naprawdę oglądamy niemal antyczną tragedię o losie, historii i wyborach moralnych, która skończyć się może tylko czymś o proporcjach zgoła biblijnych.
Mnie osobiscie podobało się takie rzucenie człowieka na łeb na szyję w inną kulturę, z całym dobrodziejstwem angielskiego z nietłumaczonymi zwylke jidiszowymi naleciałościami, które uświdomiło mi jak naprawdę w sumie mało wiem o Żydach. Ale też co amerykańsky Żydzi lat 60 wiedzieli o nas gojach?
Scenka 1.
Rabin opowiada Lawrence'owi długą przypowiastkę o żydowskim ortodoncie i zębach goja, którą kończy rzecz jasna opisem losu ortodonty.
Lawrence: A co się stało z gojem?
Rabin: A kogo to obchodzi?
Scenka 2.
Lawrence oferuje pięknaj, acz nieco otępiałej od używek sąsiadce, sąsiedzką pomoc maści wszelakiej, mówiąc jak ważne dla niego jest być dobrym człowiekiem i (of kors) sąsiadem.
Lawrence: Mam co prawda sąsiadów po drugiej stronie ulicy. Ale o nich się staram nie myśleć (I don't care much for them).
Sąsiadka( stwierdzająco): Goje?
Lawrence: Mhm.
Fascynuje mnie ta idea społeczności żydowskiej- takiej żydowskiej mafii- jako zamkniętej komórki społeczeństwa amerykańskiego, nie mieszkającej moze w 1 dzielnicy na kupie jak mniejszosć włoska, irlandzka, polska, portorykanska czy chińska czy jaka tam jeszcze, ale nie mniej od tych pozostałych odrębnej i odpornej na obcych. Bo kogo obchodzą goje?
Fascynujące jest dla mnie też posunięta do męczeństwa niemalże uległość głównego bohatera wobec przeciwności losu. Mogę się irytować na niego że zachowuje się jak kompletna dupa wołowa, ale też uruchamia mi to ciąg skojarzeń. Skojarzenie 1 to historia o zwożonych na warszawski Umschagsplatz Żydach którym dawano chleb, i pakowano do pociągów i którzy jechali bo nie wierzyli że marnowanoby tyle pieczywa tylko po to by ich zabić. Skojarzenie 2 wypływające z pierwszego to Tewje Mleczarz i spotykające go dopusty boże( krnąbrnośc córek lol), które był sobie w stanie wyjaśnić tym że Bóg tak chciał (poza casusem córki która chciała poślubić[sic!] goja i zmienić[sic!] wiarę). Skojarzenie 3 to ten klimat głębokiej, często ciemnej i nierozumiejącej religijności, oraz absolutny i małomiasteczkowy/drobnomieszczański kult rabinów jako przewodników duchowych i źródeł mądrości, które to element zdają mi się tak jakby trochę znajome. Odjąć tu, dodać tam, lekko potrząsnąć kalejdoskopem, wymienić synagogę na kościół, rabina na księdza, a Bogu dodać syna z trendy brodą i umiłowaniem do zwisania na drewnie, i wypisz wymaluj katolicycm polski małomiasteczkowy w wydaniu serialowym mamy. Nie wiem czy jest to pocieszające czy wręcz przeciwnie. Wiem że pewnie ktoś mnei zlinczuje, ale ja znalazłam cos znajomego w inności.
I jeszcze tylko jeden mały zonk na temat glównego bohatera który przez pół fimu strasznie mi kogos przypominał. A potem zobaczyłam młodego rabinaa którego grał Simon Helberg z BBT i DHSAB, i mi zaskoczyło:
Po prostu Lawrence (Larry) Gopnik (MichaelStuhlbarg, po prawej) wygląda wypisz wymaluj jak starsza weresja Leonard Hofstadtera (Johnny Galecki, po lewej) z BBT, a do tego obaj są fizykami i poziom uległości do rządzącego się otoczenia też mają zbliżony.
Wyczuwam zapętlenie błędu w Matriksie i zastanawiam sie co z tego wszystkiego wyniknie.
Mood:
Blah
Made by erikssiren on LiveJournal


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz