czwartek, 10 czerwca 2010

Brunatne Rzeki Nowej Azji i Abstrakcyjne Arabeski

Miałam napisać wreszcie tę notkę z da best klipami Alexii-  w ramach jej wczorajszych urodzin (tak tę notkę pod tytułem ‘Czemu Alexia jest taka zajebista’), ale między wycieczką do kina, spacerem nad rzekę (tak, Wisła wciąż wygląda równie brunatnie jak Mekong), wyczerpującym marszem z centrum do domu (zajmującum- o zgrozo!-całe pół godziny sic!) i ablucjami z glinką i maseczkami nie dałam rady i padłam po tym wszystkim jak mucha, budząc się rano z ciekawą stratyfikacją fryzury.

Zieeew.

Ergo notka ta ciągle jest pieśnią przyszłości- pun very much intended.

Tymczasem z opowiastek różnych cały mój wczorajszy dzień był dość abstrakcyjny. Zaczęło się zaraz rano kiedy tylko zadzwonił mi budzik. Zwykle mam jakieś ambitne plany żeby wstać wcześnie zjeść śniadanie na spokojnie, umalować się, poczytać gazetę. Co (again) zwykle kończy się tym że wytaczam się z łóżka w ostatniej chwili, narzucam przygotowany zestaw ubrań, przyczesuję włosy, zamiast makijażu wybieram naturalizm, parzę kawę w tumblerze, chwytam żarcie z lodówki i tyle mnie w domu widzieli. Wszystko to da się załatwić w 10 w porywach do 15 minut jeśli jestem w danym dniu wyjątkowo powolna. Pracę zaczynam o 7:30, o 7:00 muszę być na parkingu pod blokiem żeby załapać się na podwózkę, stąd prosta rachuba wskazywałaby iż najczęściej wstaję tak circa about 6:45, i miałaby rację ta rachuba, oj miałaby.

Niemniej jednak będąc idealistką ciągle nastawiam budzik tak z godzinę, pół wcześniej żeby ‘zrobić coś konstruktywnego’. Działa to mniej więcej tak:

Moje wyższe ja na poziomie intelektualnym zakłada że nie chce tracić za dużo czasu na spanie (stąd też późne chodzenie spać i permanentne niedospanie)  więc nastawia budzik na wcześnie, moje niższe ja chce spać, spać, spać więc wyłącza kolejne dzwonki podnosząc się na ostatni możliwy. Stojące nad rozjeżdżającą się przepaścią moje ja pośrednie (czyli prawie uświadamiana podświadomość) usiłuje godzić obie strony. Ono wie dobrze, że ja i tak nie wstanę, ale moje wyższe ja potrzebuje wiary w to że jednak mogłabym jak kocyka bezpieczeństwa. Ono wie równie dobrze, że moje niższe ja z kolei potrzebuje się wyspać, ale też i potrzebuje świadomości że ‘jeszcze małą chwilą można poleżeć’ , czyli że budzik dzwoniący w momencie kiedy NIE TRZEBA jeszcze wstać, wspomoże dopiero proces powolnego i w miarę akceptowalnego wybudzania. I tak ja pośrednie nastawia te kilka budzików, których potrzebują dwa pozostałe, nie wgłębiając się za bardzo w tłumaczenie im wzajemnych motywacji. W efekcie wilk jest nasycon, a owca całkiem cała, wszystkie moje ja tylko nieco niedospane.

Wczoraj jednak jakiś trybik w tym całym procesie nie zadziałał co zafundowało mi dość dziwaczny poranek. Gdy zadzwonił budzik zwlekłam się półprzytomna i tocząc przesłoniętym porannym bielmem spojrzeniem, niczym zombie pokuśtykałam do biurka by wyłączyć komórkę. Trzymanie budzika pół pokoju dalej to taki stary patent, żeby w ogóle wydobyć kości z łóżka, bazując że  na przekonaniu że jak już się człowiek wywlókł z pieleszy, będzie na tyle przytomny żeby w ogóle wstać. Teoria niezła to, częstokroć nawet skuteczna. Takoż i w tym wypadku, doczytałam na komórce że jest już  szósta pięćdziesiąt coś nawet, w lekkim amoku zaczęłam się ubierać, łapać rzeczy i dość epileptycznie wykonywać ww. czynności  z zakresu porannego minimum. Ostatecznie wypadłam z klatki z wybiciem siódmej (tak, kościół w pobliżu DZWONI. O siódmej. I o szóstej. I nie chcę wiedzieć kiedy jeszcze-_-‘’)  po czym sprintem dopadałam parkingu nie chcąc kazać na siebie czekać. Samochodu koleżanki jeszcze nie było, więc przystanęłam sobie nie wadząc nikomu. Słoneczko za plecami nie do końca kompensowało z determinacją kąsający mnie chłód poranny, ale przecież zwykle JEŚLI czekam na dziewczyny to jakąś minutę, dwie więc nie ma problemu i wcale nie zmarznę, prawda? Gówno prawda- w lekkiej kurtce i krótkim rękawku pod nią marzłam jak cholera, a czekanie zaczynało już mi się dłużyć.
-Co jest- myślę- do ciężkiej cholery?! Czekam już chyba całe 5 minut!(sic! :>)- tu wyciągam komórkę, by zweryfikować wewnętrzny tajmer. Wewnętrzny tajmer ma rację. Czekałam dokładnie  pięć minut. Jedyny problem polegał na tym że komórka wskazywała też godzinę…szóstą zero pięć… (-_-„ ).

Otóż najwyraźniej zaspana nie dojrzałam że mojej mikroskopijnej komórkowej 5tce (blame komórka pracowa) zabrakło jednej pajęczej kreski by być szóstką. Co więcej ponieważ czasami ja (niższe choć chwilowo za sterami całości siedzące) wyłącza kolejne budziki, zachowując całkowitą niezależność od mojej świadomości (ja wyższgoe i pośrednigoe razem), to nawet nie zdziwiło mnie wstawanie na jeden dzwonek. Pozostałe mogłam już wyłączyć i nawet o tym nie pamiętać *.

Koniec końców wróciłam do  domu, położyłam się na niecałą godzinę mając wszytsko pięknie spakowane… poza parasolką. Nie trzeba dodawać że jak powstałam o godzinie zwanej ‘wyjdź z domu teraz natychmiast’, za oknem szalała burza z piorunami i potokami wody wylewanymi z niebios. Zaczęłam szukać parasolki.

Praca jak to praca, za to potem zlądowałyśmy z łAnią w kinie, hi hi hi.
‘Killers’ jako film bez rewelacji, ale też i nie jakiś wybitnie niestrawny. Łot, myślałam że będzie jakiś taki bardziej, bardziej: na Ashtona jednak wciąż mam alergię która nazywa się  ‘Michael Kelso- arcyidiota’** , Heiglowa  nie była aż tak upupioną  blond idiotką której spodziewałam się po plakatach, Anka zdziwiła się że Tom Selleck (tatuś pani Kiler) jeszcze żyje, ja zdziwiłam się że żyją jeszcze jego wąsy,  a siorbiąca alkohol i stoicka w każdej sytuacji mamuśka była absolutnie bezbłędna- tak oto w skrócie można podsumować wrażenia z filmu. Ale, ale proszę państwa to nie koniec bo na Sali obecny był jeszcze pan Mega Suspens. Ta niepewność chwili, te epickie podchody,  to ciągłe poczucie zagrożenia! Cóż za przeżycia! Jakie emocje! Ach tak. Przy okazji Ashtona wszyscy chcieli zabić w filmie, więc nie było znowu aż taaak nudno. A wracając do  prawdziwego suspensu (;>) : zrealizowałyśmy nasz plan wszmuglowania piwa na salę (Miller z lionką, sankju bery macz) i to jeszcze poszło bez przeszkód, schody pojawiły się natomiast przez to, że obsługa albo bardzo polubiła ten film, albo go jeszcze nie widziała w całej swej całości, co zaowocowało tym że przez cały seans ktoś tam wystawał u dołu sali przed ekranem, a ze dwa razy nawet któryś z pracowników zapędził się w wyższe, obdarzone siedzeniami rejony. My-żeby było śmieszniej- jak głupi przed pociąg wyrwałyśmy się do pierwszego wolnego rzędu gdzie siedziałyśmy jak na patelni (‘sitting ducks would be and almost proper decsription, if not for, you know, the ducks.:>) wystawione w bezpośrednim polu widzenia obsługi. Powiem jedno, picie szybko (bo nie ściemniło się wystarczająco),  zarzucanie na piwa apaszki (moje ci ono) celem ukrycia go  i uklepywanie czarnorynkowych chipsów na kolanach tak żeby nie wystawały- to dopiero były przeżycia. A nie jakieś tam zamachy na głównego bohatera. Zamach, szmachy!:>

Stąd humor nasz przedni i dość abstrakcyjny, łapanie komarów nad rzeką,  trip paranoiczny pt.
władze chcą nas dopaść( autentycznie najpierw gdy siedziałyśmy na ławce, na nogę niemalże wjechał mi nieśpiesznie jadący na rowerze strażnik miejski [wtf ???!] , a potem już na ulicy usiłowała nas rozjechać Policja) i inne zaszłości. I do tego to moje nie dające się naprostować piątkopodobne samopoczucie :))).

Czasem  Drogi Świecie, dziwne dni są boskie :> ***

Legenda bez Seekera :> :

* Jest udowodnione że potrafię prowadzić składne i sensowne rozmowy bez jakiegokolwiek udziału świadomości. Stąd w mym nastolęctwie do normy należały scenki rodzajowe w stylu:
Mama(wychodząc do pracy):
-Zrób to, siamto, owamto, przynieś, wyprowadź i kup chleb.
Ja (pozornie całkowicie przytomnie):
-Aha. To na którą obrać te ziemniaki, jaką surówkę kupić, gdzie są pieniądze do weterynarza i na którą umówić cię do lekarza?
Mama:
- Na tę i tamtą, pod kasetką, szybko itede, itepe.
Ja:
-(powtarzam informacje, upewniam się, zapewniam że pamiętam)
###- czyli okres kiedy mija czasu mało-wiele ###
Mama (po powrocie z pracy)
-&%!!!!! @@@@~~~@#$ @HG FZGHS&^&TYF #trDGHHHHHHH!!!!???????????(w cywilizowany sposób wyraża zadziwienie że jej zestaw polecienia i interpelacji  nie został wykonany)
Ja
-…??? (dziwię się niepomiernie o jakie polecenia i o jaką rozmowę, którą rzekomo przeprowadziłysmy jej może chodzić)

Kurtyna by nie powiedzieć kotara (Leno:>) opada.

**wiem ze to nie fair oceniac aktora po jednej roli ale to było 7 sezonów  That 70’s Show i Ashton dla mnie jest Kelsem i kropka. A jaki jest Kelso każdy może się przekonać, ale w skrócie powiem że porażający:>

*** W dniu wczorajszym boski patronat zapewnili Murphy**** i Loki

**** Tak, nadal utrzymuję że Murphy jest japońskim, polskim i irlandzkim bogiem pogody, złośliwości wszelakiej i paru innych rzeczy:>

Mood:








Overheated, way too talkative(so nothing new here)& flip-flops season bound



PS. Muszę wreszcie zmienić awatara na guglu in a twitterze bo jak lubie moje brązowe włosy, to żal mi… serce ściska jak patrze na moją śliczną i już zaprzeszłą marchewkę.
Przy okazji musze wreszcie pozbyć się konta na NK.

5 komentarzy:

  1. Lol. Caloksztaltowy. :D

    Kiedy Ty kobieto obejrzalas wszystkie te filmy (te, co z boku na liscie)? O_o I jak SATC2? Pewnie i tak na niego trafie w mysl zasady: KINO! MOGE ZNOW ISC DO KINA! Ale nie wiem, czy sie znieczulac najpierw.

    I pisz te notke o Alexii.
    Ja sie ucze, wiec nie moge. Prawdaz. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Melon - SATC 2 mial momenty. Nie za duzo, ale mial.
    Tenel - du nat worry, moja budzi sie samoczynnie o piatej rano, i zwiedza wzrokiem wzorki na suficie ;/
    A tak poza tym... Odczep sie :P

    OdpowiedzUsuń
  3. NO właśnie. U kogoś wyczytałam że dwójka byłaby fajną środkową częścią trylogii i coś w tym jest. A jako taką plasowałabym ją daleko za Imperium ale nad Atakiem Glonów :>

    A na poważnie to nie było źle, choc jakichś wybitnych fajerwereków też nie było (no chyba że w scenie ślubnej, Lena były fajerwerki? Nie pamiętam). Ale to jest SATC więc jak sie lubilo z serial to to bedzie fajna podroż sentymentalna ( flashbacki z lat 80 i90 z dziewczynami rządzą. Zwłaszcza Miranda i Samantha), jak nie to nie i tyle.

    @Lena
    Wiesz jak ja sie położe spać o normalnej ludzkiej porze (np. dwunasta), a nie normalnej mojej (param pam pam druga np.) to z łóżka wyskakuje najpóźniej o szóstej dzięki słońcu którego moje rolety nie są w stanie zdusić.

    I nie odczepię sie. Ale czuję się dobrze ze sobą i moim skrobaniem skoro dożyłaś aż tak daleko w notkę

    @Sio again.
    Killers,SATC2,Phillip Morris i Khan to kinówki.
    Pierwsze 3 widziane w odstępach tygodniowych, między Khanem a Morrisem był chyba tydzień przerwy. Wrzucam je w kolejnosci chronologicznej więc ta reszta co jest pomiędzy była obejrzana pomiędzy.
    Oraz buźki tam i w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Lena
    PS. Widziałaś że Lisa Edelstein jest na Twitterze?
    http://twitter.com/LisaEdelstein

    OdpowiedzUsuń
  5. Również dojrzewam do wyatutowania się ostatecznego z eNKeja :/

    OdpowiedzUsuń