niedziela, 10 stycznia 2010

Postcards from the edge of high-way

Update'u do poprzedniej notki w zabieganiu dodać nie zdążyłam między rejunionami z Mari i Gają, więc tylko teraz napomknę, że na dodatek wszystkich innych przewin PKP w piątek, w mojej przesiadce do Gdańska jeszcze pootwierane byly okna w toalecie. Nice touch really.

W związku z tym (i tamtym, i owym-_-) wczoraj jeszcze poszłam po rozum do głowy i zaplanowałam dzisiejszy eksodus z Trójmiasta z użyciem PKSu (przewoźnik: KRA).
Najwyraźniej postąpiłam słusznie, bo co prawda ja się dziś nie orientowałam, ale i Mari i ma zacna rodzicielka twierdziły że masa pociągów znowu opóźnionych. Uff!- powiem tak dla siebie, a biedaków
(i psów) co się tłuką koleją pożałuję- moje serdeczne współczucie ludności droga. -_-"

Lomi cudowne i dobrze zbalansowane. Pewnie mogło być intensywniej, ale tak może być zawsze a na pierwszy raz było bardzo cacy. Mam też namiary na panią lomiarkę (;>;)  w Toruniu, więc jak dojrzeję do kolejnej porcji to się wybiorę, yii ha.

And stuff will be achanging now, I know.

Buźki dla Mari i Gai za miłe towarzystwo i przechowanie, a tym czasem wracam do prób uśnięcia.
Już za 9,5 h premiera Chucka w Stanach! Wreszcie:)

Mood




Bouncily&oilily relaxed.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz