wtorek, 26 stycznia 2010

Odds and Bits of past week (not posted properly on the January 22nd)

Sherlock

Most entertaining, my dear Watson.

 

Przestępca w nazistwoskim płaszczu którego czule acz 

roboczo ochrzcimy ...Vladem, i kilka superdupaśnych bójek

w stylu Kung-fu Panda (lub-  przyznaję BTVS) nie zdołało

zepsuc klimatu,ale to może dlatego że stwierdziłam

że każdy film, w którym pod scenę rozróby podkłada

się skocznego reela/jiga (nigdy ich nie rozróżniam) jakoś tak

w oka mgnieniu zyskuje dla mnie na wiarygodności.

Niezwykłe to i facynujące

 

Parnassus?

 

Weird, but rather good weird than bad in my opinion.

Not really what I expected, but it today’s standardized

linear cinema, film going different then expected is a plus

Heitha szkoda, Johnny to jak zwykle generyczny cukierek dla

oka i ducha, Jude niech się zajmie sequelem do Holmesa, Colina

nadal nie trawię ile by tych dzieci z ABC (lingo brought to me

by Lena) nie miał. Parnasus jako taki to Dumbledore gone wrong,

a Diabła( i Waitsa apparently) od dziadka eS dzielą dwie cienkie

namalowane nad górną wargą czarne kreski.

Weird doesn't even begin to cover it.

Ruda panna fajna. Generycznie.;>

 

 

London nears and  my hair begs for a-for the lack

of a better word- reboot.

 

Pounds are stocked (good kind only, that that fattens

the purse and nothing else), tickets for next voyages secured,

proverbial red bejeweled slippers are ready for me clicking my

heels and saying: 'Oz' or rather ‘London,Abbey Victoria Theatre,

Saturday Evening, chop chop’.


(Teleport surely sounds nice in all that weather -_-") 

 

Or in the simple speech (for sometimes, one may 

end up thinking, that the fists are really THE hammer , with

all of my 'muble-jumbo' ;>)- my bff is the best one ever, and takes me to

London to see 'Wicked' on stage thus constituting ‘the best Xmas

gift ever’. Big mwah for her on that account .

 

And at last but not least, a RHPS mashup quote

(as in dialouge forged into a quote that is likable to ME):

 

'Ask for nothing and you shall receive it,

in a-bun-dan-ce'

                  by... Fragenta ...(Frank'n'Furter &Magenta)

 

 

And still:

 

Scenka rodzajowa o naturze semi-intymnej

(nie dla wrażliwych):

 

Siedzę na kibelku i walczę z papierem, który rwie się ogólnie 

a na dodatek przedziera w zgoła niepożądanych momentach i sytuacjach.

'Świetnie- myślę-poprzedni papier był o niebo mocniejszy,

ten papier jest jakiś taki …do dupy'

...

....

..... (chwila mija. Jedna, druga, trzecia)

-Nomen omen- dopowiada ma myśl druga lub trzecia

(kibel mały, wyłożony kafelkami, niesie w nim echo

to i nie sposób odróżnić która).


Mood:

Anxious


Jan 22nd, Friday

 

 

2 komentarze:

  1. Hmm, wiesz, podzielę się z Tobą myślą w temacie Johnego, która naszła mnie po trailerze Alicji w Krainie Czarów. On powinien zmienić reżysera. Bardzo. Kolejny film, gdzie dobry aktor wciskany jest w ten sam surdut absurdu może go zniszczyć. Chyba, że to tylko mnie przeszkadza. Ale podzielić się chciałem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm. Wiesz coś jest w tym co mówisz choć uwielbiam i Johnny'ego i Burtona. Ale teraz zdałam sobie sprawę co w kwestii JD nie trybiło mi w Parnasussie. JD był jak zwykle świetny ale własnie jakiś taki generycznie burtonowski. Na zasadzie wszdźmy Johnny'ego do filmu, i nadajmy całości Burtonowski polor. Co nie jest złe, choc ten recycling już zauważony irytuje jak (mnie osobiście) finał Alchemika. Dzięki, że zwróciłes mi uwagę:)

    OdpowiedzUsuń