Akt chrztu znaleziony (nie trzeba jechać do niezidentyfikowanej parafii w Łagiewnikach, uff), godziny otwarcia Grzesiowej kancelarii sprawdzone.
Obowiązkowa coroczna wizyta na cmentarzu: cicha, wyjątkowo mało kosztowna (recesja chyba obnizyła ceny) i w towarzystwie przepięknej pogody. I tylko pytania bez złej woli nawet, takie z ciekawości bardziej, w stylu: 'A po co ci to (mój brat)?' i 'A wiesz że nie będzie cię można pochować z resztą rodziny, tak?'(moja mama). Wiem, i po to mi to że tak muszę i już. A, i tak chcę- i zawsze chciałam- być skremowana i rozsypana tylko miejsca jeszcze nie wymysliłam. W ostateczności może być na katolickim cmentarzu na Zarzewiu, przy rodzinie. O ile nie wymyślę sobie lepszego wywczasu.
A przy okazji apostazji i przemyslen różnych chodzą za mną ...musicale. Np. ... Jesus Christ Super Star- jak odpowiednio i na temat;> ). Do tego Rocky (oczywiście Rocky, jak nic przebieram się na Sylwestra do kumpeli za Magente, howgh) i Wicked- czyli odpowiednie pomieszanie z poplataniem idei, treści, formy i dźwięku. Nie ma jak postmodernizm :>
A i byłabym zapomniała. Szczęśliwego Nowego Roku tym co obchodzą i obeszli ;))))
PS. Kudoz dla Bloggera za wprowadzenie funkcji którą tak wielbię na livejournalu a mianowicie zwijania tekstu! <3 <3 <3
A dziękujemy.
OdpowiedzUsuńJakiego zwijania?
Takiego że masz niecaly tekst notki na stronie głównej tylko część możesz schować co też uczyniłam.
OdpowiedzUsuńMnie 12 dni dzieli od podwójnego seansu Les'ów w Wawie :).
OdpowiedzUsuńOkej, musiałam to 'les' przemyśleć przez momeny, ale już jestem 'na tej samej stronie' xD
OdpowiedzUsuń