Fascynują mnie rzucane z różnych kierunków głosy iż zakaz palenia to faszyzm, ograniczenie praw człowieka i co tylko tam jeszcze. Doprawdy-_-". O ile rozumiem rozgorycznie palących z powodu nagłego odebrania im możliwości realizowania nałogu w sposób dowolny, o tyle głosy głoszące że zaraz zakażą nam pić, ćpać(uhm...mili moi, to już zakazali-_-"), jeść hamburgerów i opalać się ponieważ również jest to szkodliwe dla zdrowia uważam za z lekka dziecinne. Zaraz ktoś wciągnie do dyskusji kwestie holokaustu co wciągnie całość na jeszcze większe wyżyny abstrakcji.
Jest różnica między ograniczaniem człowiekowi praw do (fakt że być może umiarkowanego- badania są sprzeczne) niszczenia własnego zdrowia jak mu się żywnie podoba, a ograniczaniem człowiekowi praw do niszczenia zdrowia i samopoczucia cudzego w imię dziwacznie pojętej wolności. Wolnoć Tomku- jak mawiał poeta- w swoim domku, ale w miejscach publicznych naszą wolność zawsze ograniczać będzie ( i tak być powinno) wolność innych ludzi wg.znanej skąd inąd zasady: rób co chcesz, bylebyś nie krzywdził drugiego.
Wiem, głód nikotynowy straszny jest więc jad w debacie na ten temat wylewał się będzie jeszcze długo (nie tak jak w całej reszcie debat publicznych i semi-publicznych w tym pięknym kraju rzecz jasna -_-"). Wiem też, że łatwo mi mówić bo nie palę. I tak, jest mi poniekąd żal palaczy bo życie publiczno-socjalne będą mieć nieco utrudnione. Ale nie żałuję że będzie mnie truć mniej ludzi, przy mniejszej ilości okazji i że wyjście na imprezę nie będzie się od razu koniecznie wiązało z łupiącym bólem głowy i wonieniem jak nie wietrzona palarnia- coś co dotychczas było normą.
Palacze drodzy, suck it up- tak jak my niepalący czyniliśmy od lat.
Well, to świadczy tylko i wyłącznie o tym jak wielce kulturalnie zacofana jest społeczność palaczy. Brak szacunku dla, już nie tyle potrzeb co zdrowia, drugiej strony świadczy o tym najlepiej. Gdy zakazano picia na "świeżym powietrzu" byłam rozgoryczona, bo to oznaczało koniec "browarków na bulwarku" w Toruniu, ale gorycz ta nie przyćmiła we mnie rozsądku na tyle, bym nie była w stanie zrozumieć, iż nie każdy chce czuć zapach chmielu unoszący się na każdej ulicy czy skwerku. Plus zmiotło to z ulicy większość nawalających się (czas teraźniejszy zamierzony) studentów czy lokalnych Staszków i Józków.
OdpowiedzUsuńA co do petów - liczyłam na zakaz palenia również na ulicach. Ja nikomu nie wyziewam smrodu z mojego pyska prosto do ich nozdrzy (głównie dlatego, że chodzę z zamkniętą buzią i nie sieję za sobą mgły oparów) i miło by było gdybym mogła liczyć na to samo.
Acha i jako, że jestem naturalnie złośliwą i złą osobą już nie mogę się doczekać kiedy pierwszy raz będę mogła ostentacyjnie zgłosić na policję delikwenta, który mi smrodzi w budce przystanku, bo mu palić na zewnątrz za zimno. Ha! Muahahahaha!
Ha dobrze powiedziane. Tylko niestety np. włascicielom lokali władza mandaty zaczną wlepiac dopiero po nowym roku vide http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-uwazaj-gdzie-siegasz-po-papierosa,nId,307379
OdpowiedzUsuńWłaściwie, to wszystko już powyżej zostało powiedziane. Zakaz palenia popieram całym sobą, swoimi płucami, ubraniami i włosami - które najczęściej cierpiały najbardziej po powrocie z pubu.
OdpowiedzUsuńMoniko, nie wiem jak w Toruniu, czy innych miastach, ale w Poznaniu delikwenta kurzącego w wiacie przystankowej mogłaś zgłosić na policję od jakichś.. huh? 3 lat?
OdpowiedzUsuńShinu, z tego oznaczonego znakiem zakazu palenia tak. Z innego - well...
OdpowiedzUsuńA nie z każdego czasem? Nie upieram sie w sumie ale tak mi się zdawalo.
OdpowiedzUsuńYep, z każdego. O oznaczeniu "zakaz palenia" nic napisane nie jest. Nie jestem jurystą, ale o ile pamiętam nieznajomość prawa nie zwalnia od przestrzegania, czy jakoś tak.
OdpowiedzUsuń"Ustala się na terenie Poznania strefy wolne od dymu tytoniowego, pod wiatami przystanków autobusowych i tramwajowych oraz dworcach i terminalach komunikacji miejskiej."
(za: http://bip.city.poznan.pl/bip/public/bip/uchwaly.html?co=print&uc_id_uchwaly=15009&p= )
Na I czy II roku studiów zwróciłam uwagę kobiecie palącej w wiacie. Odpyskowała, że nigdzie dookoła zakazu nie widzi, więc ona palić będzie. Nie miałam wówczas wiedzy Shina, a poza tym w takich sytuacjach jestem typowym flegmatykiem i wszelkie dobre odpowiedzi przychodzą mi do głowy najwcześniej po dwóch dniach. Chyba, że jestem bardzo, ale to bardzo wściekła.
OdpowiedzUsuńSwoją drogą jestem ciekawa jak czy ten zakaz będzie działał.
Cóż, moje mieszkanie 3 lata w sumie głównie poza Poznaniem może to w jakiś sposób wyjaśniać. Ale gorsze w tym wszystkim było jednak to, że "władze" również mało na ten temat wiedziały. A jeżeli nawet - miały to zasadniczo głęboko. Teraz mimo wszystko sytuacja wygląda nieco inaczej. Już po pociągach różnicę widzę (a jeżdżę średnio 5 razy w tygodniu). Reakcja obecna konduktora na palenie - bezcenna :D (kiedyś kończyło się na burknięciu czegoś i pójściu dalej choć dobrze wiedział, że pasażer się nie zastosuje do pouczenia). Tak czy inaczej: teraz o wiele łatwiej mogę kogoś w zad "odkopnąć" :P.
OdpowiedzUsuńOj tak. Zamierzam sytuację wykorzystywać wzywać konduktorów etc. Nie że jestem holier-than-thou Shin (;>) ale lubie moje płuca i one pragną pomsty za lata zadymiania. W lokalu moze bym władzy nie wołaąl (nie chciałoby mi się) ale co bym poszła presję mentalną na obsługę wywierać (cóż lubię popełniać tzw. mind-fuck) to moje ^^
OdpowiedzUsuń