W polskiej kulturze jesteśmy chowani do chronicznego
braku pewności siebie, nie pchania się do czegoś
jeśli nie jesteśmy absolutnie perfekcjonistycznie
pewni że to umiemy (a let's face it: rzadko aż tak
umiemy), wtapiania się w tłum i nie ogólnego
wychylania. To, plus zawirowania które
zapewnia naszej psychice nawet najnormalniejsze
pod słońcem życie rodzine, oraz rozmaite
psychiczne złogi własne sprawia że z łomem
trzeba nad sobą pracować lata by w ogóle wyjść
na ludzi, a wtedy będziemy już starzy, pomarszczeni
i obolali. Cudowną pigułkę długowieczności
poproszę.
Eee tam marudzisz. Człowiek jest taki jaki chce być. Tak po prawdzie, jakieś naleciałości rodzinne, czy społeczne często są tylko wymówką (jak choćby kiedyś u mnie). Jeśli obserwujesz świat i zakładasz, że chcesz być lepszym/innym człowiekiem to pracujesz na to i takim się stajesz. Powiedziałem ja.
OdpowiedzUsuńA z drugiej strony - a jak chodziłem po uniwerku i rozpowiadałem, że jestem geniuszem, to wszyscy się ze mnie śmieli.
:P
Weidake- przedziwne, naprawde to robili? 8-)
OdpowiedzUsuńAbbie- jak znajdziesz dealera, to wez od razu dwie, zeby dla mnie tez :D
A poza tym zgadzam sie z Toba, pozytywistyczne i optymistyczne twierdzenie W. jest niestety glownie... optymistyczne [:)
Upraszczasz drogi W upraszczasz. To jacy jesteśmy to wypadkowa naszych charakterów,
OdpowiedzUsuńoraz wpływów otoczenia, i nie ma takich co pozostaja na te wpływy zupełnie odporni.
Chyba że mieszkają w pustelni w Tatrach, ale wtedy kształtuje ich halny.
Lepszymi ludźmi stajemy się owszem przez pracę nad sobą, ale
a) do tego trzeba dojrzeć na co nie wszyscy mają czas i chęć
b) jak sie już dojrzy trzeba się zmagać z samym sobą,
z wrodzoną rasie ludzkiej inercją i niechęcią do zmian.
Trzeba się budować na nowo poznając po drodze że to co
myśleliśmy o sobie, naszej osobowości, przyzwyczajeniach
i charakterze może nie koniecznie być takie jak myśleliśmy,
czy może nie być inherentnie nasze a raczej być właśnie wynikiem
wpływów zewnętrznych.
Więc nie powiem że się z Tobą nie zgadzam, ale powtórzę:
upraszczasz i idealizujesz.
A jak myślisz że ja teraz marudzę to od razu widać że nie było Cię
w okolicy w początku tej jesiezimy.;]
Naprawdę?
OdpowiedzUsuńJa jakoś nie mam z tym problemów. Może to pilates.
Jestem zajebista. To aksjomat. ;)
slysze tu echo rozmowy donegalskiej w tym temacie z Askiem i Mada
OdpowiedzUsuńi powiem tak-i w jedna i w druga przegiecie jest uh
ale ja na ten przyklad wole jednak przegiecie,na produkcje niepubliczne i nie na afisz
popatrz na tych co sie na afisz pchaja nie bedac w stanie dwoch zdan sklecic poprawnie,zaspiewac gamy bez zafalaszowania itp itd
jak zwykle twierdze i twierdzic bede:ROWNOWAGA
czyli jesli cos umiem i jesli mi to potwierdzaja nie tylko zyczliwi,ale calkiem obcy a do tego najlepiej,zeby byli w temacie i troszke mi imponowali,to moge zrobic kolejny kroczek
jesli slysze grzeczne klap klap i tyle,to NIEKONIECZNIE pcham sie dalej,szukam weryfikacji u dwoch/trzech kolejnych zrodel i wtedy decyduje
jesli zycia sobie bez jakiejs aktywnosci nie wyobrazam,to szkole sie,i szkole,i szkole az osiagne chociaz PRZYZWOITY poziom (nie we wlasnej ocenie,ktora u perfekcjonistow zawsze bedzie za niska,a u typow "doda" zawsze za wysoka) w ocenie nauczycieli,do ktorych mam jakies zaufanie,wtedy do publicznosci hopla
w tzw.ojczyznie,z ktorej radosnie wybylam i daj bog nie wroce jest nacisk na sciaganie w dol,na dopierdalanie itp itd
ale patrzac na nastolatki tutaj chowane bez takowego...omatko
moze niech by im kto dopierdolil?
no
to sie rozpisalam
Gaia
Poczuje sie jak u siebie i poodkomentowuje Gosci. ;>
OdpowiedzUsuńA w zasadzie to Jo.
A wiesz, ze ja nie chcialabym dojsc do stanu "jestem zajebista (kropka)". :) Ja wole proces uczenia, rosnaca swiadomosc zajebistosci (:>) ale bez aksjomatow. Wydaje mi sie, ze mnie by aksjomat znieczulil na obserwacje moich ze swiatem interakcji.
No, a tak ogolnie teraz co do samej notki (powinnam to u siebie pisac). Mnie haslo o pchaniu sie na afisz zapisalo sie dosc silnie we wspomnieniach dziecinstwa. I rzadko ktorzym rodzicom udaje sie wpoic dziecku zdrowe poczucie wlasnej wartosci - przynajmniej w naszym pokoleniu. Wydaje mi sie niestety, ze w polskim spoleczenstwie wystepuja za czesto postawy skrajne (gora kompleksow vs arogancja - ktora tak naprawde i tak zazwyczaj sluzy jako przykrywka niskiego poczucia wlasnej wartosci) - a z tych dwoch postaw skrajnych to ja juz wole gore kompleksow.
Aroganckie przekonanie o wlasnej zajebistosci, jak pokazalo mi doswiadczenie, wywoluje natychmiastowa chec zagryzienia osobnika na miejscu.
W mojej rodzinie zdecydowanie pokutuje odwieczna i starożytna metoda wychowawcza "Siedź w kącie, znajdą cię", co raczej nie sprzyja rozwijaniu się jako pewna siebie i własnej wartości/przydatności/inteligencji jednostka. Zaś z obserwacji mojego otoczenia wynika, że nie jesteśmy rodziną jedyną w swoim rodzaju pod tym względem XD
OdpowiedzUsuń