Po czym poznać że mamy jesienny poniedziałek?
Za oknem szaro, mnie łamie w kościach to przeziębienie
co to jednak usiłuje mnie dopaść, a szeroko
pojęta rzeczywistość jest kompletnie do dupy.
A ja jeszcze nie za bardzo trybię.
Koncert Tori wspaniały, choć chyba ten 2 lata temu ruszył
mnie bardziej.No bo a) był pierwszym koncertem Tori na którym
byłam b) poprzedni album podobał mi sie bardziej niż ten ostatni
c) byłam wtedy jeszcze przed moim pierwszym ever koncertem
Mylene d) nie spędziłam połowy koncertu kręcąc umiarkowanej
jakości filmiki mym dzielnym acz ograniczonym Rahulem. :)
Still Tori to Tori. Jak Mylene nawet z gorszego albumu
potrafi zrobić niezły show. I tylko szkoda że nie wyszła
dać autografów. Wiem wiem zimno było i padało-
niby skąd wzięło się moje przeziębienie(**)-, ale
jednak był to ostatni koncert europejskiej części
trasy do cholery. Dwa lata temu jak nie mogłam czekać,
wyszła. Ot definicja złośliwosci losu. Tori jako żywo
spiknęła się z Murphy'm niedobra.
(**) Swoją drogą fascynuje mnie jak np. takie przeziębienie
potrafi przeskoczyć jeden dzień. W niedzielę czułam się
rewelacyjnie, myślałam że zupełnie się chorobie wyślizgałam.
A tu proszę w poniedziałek budzę się z bólem gardła,
mega katarem i bólem głowy. Nie mówiąc już o ciemności
przed oczami. A nie zaraz, to po prostu słońce jesze nie wstało.
Czy wstawanie gdy jest ciemno nie powinno być zakazane???
Choć może przeziębienie dopadło mnie w wyniku tego jak to nas
z Leną i E. ochlapał samochód, gdy wieczorem wracałyśmy
z kina? Niezależnie od jego pochodzenia (przeziębienia i
samochodu)- na pohybel. Rzekłam.
****** UWAGA SPOILERY NIE SAMOCHODOWE******
Jeśli chodzi samą 'Weronikę' to film jest bardzo...
zadowalający estetycznie. Nie wypowiem się co do zgodności
z oryginałem ponieważ moja alergia na all things Coelho
dopadła mnie zaledwie po Alchemiku i 11 minutach( ale nie po
11 minutach Alchemika jak może niektórych), w związku
z czym 'Weronika postanawia umrzeć' nigdy nie czytałam.
Niemniej jednak jest dobrze wizualnie i ciekawie muzycznie.
Sarah (moja główna przyczyna dla wizyty w kinie) gra
nieźle (a believe me, miewałam wąstpliwości. Ja mam ją
w głowie za bardzo utożsamioną z personą Buffy, a inni
mi np. opowiadają jaką ona jako B. jest drewnianą aktorką.
Czego ja nie widzę, bo ona jest no...Buffy.). Już po jakichś 30
sekundach udało jej się wybić mnie z założenia że patrzę na
Buffy i zaczęłam dostrzegać Weronikę.
Inna sprawa ( i tu bedę się czepiać) że od pewnego momentu
cały dom psychiatryczne zdawał sie zaprzestać innych
logicznie wynikających ze swego przeznaczenia działań,
a skupiać się głównie na swataniu Weroniki i Edwarda.
Zakończenie jako całość, niby ładne niby zaskakujące
ale jak to zwykle u Coelha nie tak ciekawe jak
dotychczasowy przebieg akcji. I jak to zwykle on, wymiękł
przy realizacji tezy końcowej.Serce mu zmiękło i zamiast
poetyckiego końca mamy metafizycznie przewidywalny
happy end. Blah. Cóż za miętka pompka dokrewana i
kompletny brak konsekwencji. I tak, różowa i mięciutka
część mego jestestwa może i się raduje.Gdzieś tam.
W głębiach lewej półkuli mózgowej. Ale realizm mówi,
że całość miała by większy wymiar gdyby autor jednak
nie przywiązał się do swojego empeca za bardzo.
Taki 'Przypadek Hoarolda Cricka' tylko bez Emmy Thompson
za to z liryczną muzyką w tle. Inna sprawa że zakończenie
odpowiada na moją rzuconą kąśliwie w trakcie seansu
uwagę, że od kiedy to się umierających w końcowym stadium
daje do drogich ośrodków psychiatrycznych.
Uwagi dodatkowe:
-WPU ma niezły geek cred: SMG(Buffy) jako Weronika, David Thawlis
(Lupin z HP) jako DR.Blake plus wybitnie hobbici z wyglądy
Jonathan Tucker który wygląda znajomo, ale nic z tego
o czym imdb do mnie o nim mówi nie przemawia mi do pamięci.
Anyway nice.
-Podoba mi się Sarah z wymęczoną cerą i rozbieganymi oczami.
Dobrze widziec na niej upływ czasu, dobrze widzieć realność.
Jakoś tak jędrna skóra i żywotność kalifornijskiej blondynki
nie załatwiłyby sprawy w najmniejszym stopniu, i cieszę
się że to zauważono.
-Naszła mnie myśl że idea na ten jakże ważny plot device
musiała najść Coehla jak czytał "Błękitny Zamek" Montgomery.
Co (nie obrażając Lucy Maud) wyjaśniało by gros twórczości
pana C. Inna sprawa że to już drugi po końcowym twiście
z Alchemika zabieg fabularny którego źródło jestem w stanie
wysledzić bez jakichś wybitnych poszukiwań. Na 2 książki i jednen
film , dodam. Boring Mr.C. Really boring.
Zgryźliwam dziś, wiem. Moje prawo.
Mój poranny ból gardła rozgalopował się
w pełne przeziębienie. Chcę do łóżka i spać.
*A Robert Pattison nie umiera nigdy.
Wyjaśnienie w krótce. Albo nie.
Zdycham dziś krotochwilnie, a co.
LMM była w "Błękitnym zamku" (mojej ukochanej skądinąd książce z wczesnej młodości oraz początku trzydziestki) była nowatorska i odkrywcza. Paweł Królik jest jedynie sprytnym rzemieślnikiem.
OdpowiedzUsuńSwoją drogą co to za nazwisko, Paweł Królik. Też bym się mściła na świecie pisząc gówniane książki...
mi ssom i wtorki
OdpowiedzUsuńi czwartki podgryzaja
pozdrowienia od moj cold dla Twoj cold
a teraz spadam na zajecia na jezycach (oj)
Aktualnie mój wtorek też ssie. Fakt że po dwóch upsarinach, kilogramie rutinacei i circa about 12
OdpowiedzUsuńgodzinach czuje się minimalnie lepiej, a moje oczy chcą tylko wyjść ale nie wypadają z oczodołów same na akord nie znaczy że czuję się dobrze.
Życie ssie, jesień też, przeziębienie jak wyżej.
Rei: Może u was chociaż nie pada? Bo u nas albo mróz albo leje. Blah.
Jo:
Nie tylko ta fabuła była nowatorska u LMM, ale też podana lekko i zjadliwie. NIe taka grubą nie
przegryzalną fastrygą jak u Królika.
Swoją drogą znałam jednego Wronkę i Łyżwę oraz jedną Kurek,( nie wspominając o pewnej M.) ale jakoś żadne z nich nie odczuwało potrzeby mszczenia sie na świecie przez zalanie go produktami własnej grafomanii.
Ale może Królik dla mężczyzny jest bardziej dobijający, kto wie.
12 godzinach snu -_-"
OdpowiedzUsuńPatison, powiadasz... Obejrzalam przedwczoraj Twilighta, obie z Fasolka ryczałyśmy ze śmiechu tak obłędnie, że kilka...naście razy musiałam zatrzymywać film, żebyśmy doszły do siebie :D
OdpowiedzUsuńNie mogę się już doczekąc dwójki }:P
THat does it! Tego własnie chciałam w moim oryginalnym oglądaniu Twighlighta ale zepsuły mi to zbyt poważne panie w średnim wieku i masa emo-gothic dzieci w kinie. NAstępnym razem oglądam z wami howgh.
OdpowiedzUsuńMelon uprzedzi, zanim zaleje swiat przykladami wlasnej grafomanii. Na co ma ochote, ze tak groznie zaznaczy.
OdpowiedzUsuńleje pada wieje i rzuca mi Jacquesem po ulicy.
OdpowiedzUsuńjest ble
jest fuj
jest 28h doba która miałam przespać, a przebiznesowałam i jestem
jak padanie
jak wianie
i ogolnie ble