Fascynują i frapują mnie niekiedy wybory ringtone'ów
komórkowych przez niektórych mych okolicznych znajomych.
Zwłaszcza znajomych płci żeńskiej. Zwłaszcza w odniesieniu
do swoich chłopaków/ mężów etc.
Pół jeszcze biedy jak na swoją drugą połowę
wybiera sie jakiś hit zachodni o wątpliwych walorach
romantycznych tekstu, który może wahać się od kompletnego
nie powiazania z tematem uczuciowym w ogóle (ach ten Phill Collins
z 'Another Day in Paradise' na kasetowej pirackiej składance 'Love Songs'
z pierwszej połowy lat 90tych rządzi po wieczność), po może i na temat
za to kompletnie obraźliwe (vide 'Cry me a river' hicior wszechczasów
na udany związek normalnie) No ale ok. Nie czepiam się. Wiem dobrze
że niby Jewropa, niby wszyscy sie języków uczą, ale ponieważ
z możnością i potencjałem bywa różnie okrucieństwem było by się nasmiewać.
Ale jak panna odbiera telefon od wielce hołubionego lubego,
a melodia (którą-niestety- o zgrozo i wstydliwa przeszłości z
RMFem- rozpoznaję) pobrzmiewa niewypowiedzianymi
pierwszymi słowy hitu:'Jest już ciemno, wszystko jedno...',
to ile można dawać temu związkowi???o_OOO
Najgorsze jest to że na polskiej prowincji pewnie lata całe.
I to jest jeszcze bardziej przerażające. Brr.
Hihi, jedyny specjalny dzwonek jaki obecnie posiadam poza "Les Rois du Monde" na Mo. jest marsz Imperialny dla jej mamy :P Jakoś tak wyszło.
OdpowiedzUsuńCała reszta podporządkowana jest Unforgiven :D
Rotfl. 'Królowie świata' na ukochaną i 'Bez przebaczenia' dla reszty świata, to aż się prosi o psychoanalizę mój drogi...:P
OdpowiedzUsuńAle żeby nie było za poważnie i żebyś mi się
tu smiertelnie nie obraził: ja mam
'Gone Daddy Gone' jako główny dzwonek.
Mogłabym się tłumaczyć że po prostu
kawałek mi się podoba, ale po co podkładać
się Freudystom i Jungistom jeszcze bardziej^^
Jako dzwonek główny mam temat z Terminatora.
OdpowiedzUsuń