w zasadzie bawię się czymś tak niegodnym/
głupawym i ze wszech miar wzgardy godnym
z nich znaczy, w znacznej mierze wyzwoleni z
okowów Naszej Klasy :P) ale fakt istnienia
Twittera pomijają lodowatym bądź niezręcznym
milczeniem (takim w stylu: nie mówmy o tym,
czemu nie porozmawiamy o... pogodzie, albo o...
tarle jesiotra:>>) jak wstydliwą chorobę, czy przykre
uzależnienie. Ja ogólnie się nie wychylam.
Zapał zeloty do nawracania świata przeszedł mi
dość dawno, a z tego co słyszałam doświadczenia
niektórych na T. nie bywają ciekawe czy
satysfakcjonujące. Ja miałam to szczęście że
trafiłam w niszę fandomu Chucka (i Dollhouse'u
&Whedona, i Castle'a) w momencie przełomowym
kiedy decydowały się losy jesiennej ramówki
a zarazem być i nie być kilku seriali, które śledzę na
bieżąco najczęściej lokalnie w tym fakcie
osamotniona. Pracuję nad zrozumieniem ogółu
krecio i niepozornie, ba... zaczynam mieć nawet
pierwsze efekty.
Ale dla mnie to właśnie ludzie których dzięki szalonej
aktywności Twittera w maju i czerwcu 'poznałam'
sprawiają że wracam tam częściej niż tylko co
poniedziałek*. I to nie po wieści o tym że Neil Gaiman
podłubał sobie w zębie, Stephen Fry ma bloga,
Eliza Dushku była w Afryce, Nathan Fillion
(skromniacha jak to on;P ) zachęca do głosowania
na siebie w konkursie Mr. Twitter, a Warwick Davis
dywaguje publicznie na temat ipodowej playlisty
Severusa Snape'a. To wszystko to wisienka na torcie
mej Twitterowej egzystencji, skądinąd bardzo dla
mnie samej miłej.
Niemniej jednak czasem zdarzają się takie małe
przebłyski- perełeczki, dzięki którym wie się
wtedy i od razu że gwiazdy followować na Twitterze
też warto. Jak na przykład taka:
Tom Felton : http://bit.ly/QhKSk hmmmmm
lilliginny27: @TomFelton If you think that's amusing, you should see some of the others they have of you.
Tom Felton : @lilyginny27 go ahead i want more...
Pffff.......Niby nic. Młodociany gwiazdor z HP komentuje
lol celeba ze swoim udziałem. Tyle że moja wyobraźnia
(po tym jak ja sama już radośnie się zaplułam) dorobiła do
tego całą scenkę rodzajową, w której to młody Tom (nie
Riddle) marszcząc brwi ogląda powyższe dzieło z namysłem
graniczącym z niedowierzeniem, następnie huma na niego
tak że widzi to 146,567 osób które śledzi jego konto.
Po czym po krótkiej wymianie zdań z panną-fanną
żąda (władczo, moja wyobraźnia nadal pracuje) okazania
dalszych dowodów.
Gwiazda zeszła z tego ekranu, stanęła obok i zaczęła
komentować. Żegnajcie Różo z Kairu, Kino Wolność
czy reklamo środków na problemy gastryczne.
Witaj dzisiejsza rzeczywistości, w której jedna
postmodernistyczna radość goni drugą, przy dużej
dla mojej fantazji uciesze.
Tyle ode mnie słowa na weekend- w notce która
miała być wczorajszą zanim net wszelki się na mnie
wypiął. Ja, proszę państwa jadę na Mazury czym
niniejszym do poniedziałku wypinam się na resztę świata.
I tylko ktoś mógłby mi powiedzieć czemu linijki w notce
nagle zaczęły mi się coraz bardziej ścieśniać, czy ten
efekt będzie widoczny końcowo i czy jak napiszę
wystarczająco długą notkę to kolejne linijki zaczną
wchodzić na siebie.
O.
* W poniedziałki mam cotygodniową akcję
fandomu na rzecz Chucka moi drodzy parafianie.
Ja, prawdę mówiąc, zaraz po przyjęciu zaproszenia zapomniałam o Twitterze ^^' Nadal nie wiem, co to :D
OdpowiedzUsuńHa ha ha. Hmmm interaktywny serwis netowo/smsowy w którym mozna tez podglądać sławnych i bogatych? :P
OdpowiedzUsuń