środa, 26 stycznia 2011

It's all in my head, maybe some in my hat, but it ain't half bad

Gwoli wyjaśnienia przegródek w mojej głowie które się wytworzyły, ujawniły w postaciach blogopodobnych i namnożyły zapytań zarówno o sens zjawiska i moją poczytalność (że co proszę? jaką poczytalność?:>).

Otóż:
Blog wymaga przemyslanych i skomplikowanychh (inteligentnych???) wpisow na ktore nie mam ostatnio siły.Tweety i posty na fejsbuku giną gdzieś w przestrzeni niczym jesienny liść spływający do rynsztoka. Mini-blog przy tym- czyli MOJE NOWE DZIECKO -to w tych odmętach taka butelka z krótką wiadomością- co więcej butelka na sznurku. Rzucam ją w przestrzeń gdy mam ochotę, gdy myśl mnie napadnie i zanim zdołam ją przemóżdżyć. A przemóżdżanie szkodzi, naprawdę szkodzi. Przynajmniej mnie i moim notkom. Ot co. Stąd butelka z wiadomością i ze sznurkiem, w postaci strony. Trzymajmy się tej metafory wspolnie proszę, trzymajmy mocno. ;>


Z innej beczki:

Nie ma jak monitorować sprawę przez pół roku po czym kompletnie o niej zapomnieć. Czyli "V" wróciło i to z wykopem. Mry, mry, mry. Btw. koleś który gra księdza (Joel Gretsch- co za marnowanie fajnego pana na księdza swoją drogą, koro i tak nic ciekawego z nim nie zrobią, pryh) jest zięciem Williama Shatnera. Just how cool tid bit of an info is that? :D

A na dodatek przyśniła mi się ksiązka Gail Carriger po polsku. Do tego stopnia mi sie przysnila ze opowiadalam o tym fakcie Lenie w trakcie sobotniego farbowania jako o fakcie dokonanym. Omm. Muszę się wreszcie zabrać za "Soulless" bo to ani chybi wyrzuty sumienia są. 


Oglądam sobie sezon 1 Supernaturala (po raz 3,5 so bite me... Wait, no, I forgot, you actually might. ) po niemiecku (powtórka języka a co by innego) i o ile lubie niemieckie dubbingi * to czasami rozmijają się z oryginałami znacznie. Uhm... bardzo znacznie. Co jest tym bardziej mózgojebne jak widzi sie przy tym napiy w tym samym niemieckim które oryginał tłumaczą dokładnie. Auć. Jak mózg przestaje już bolec jest to nawet zabawne. :>


* tak wiem. perwersja. live with it. Bo inaczej wdam się w długi wywód dlaczego je lubię o!

4 komentarze:

  1. Ano "V" dobre jest. A do tego nie potrzebuje 30 sezonów, by opowiedzieć historię (przynajmniej na razie się na to nie zapowiada.)

    A już w zeszłym tygodniu wrócił na ekrany Fringe :) (którego nadal uważam za ciekawszy serial niż Supernatural) :P Jest to jednak moja własna, prywatna i w pełni subiektywna opinia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Och żeś się przyczepił. To był jedno krótkie zestawienie w dodatku stronnicze dość. Niw widziałam wiele Fringe'a ale jestem pewna że jest zajebisty. Co nie zmienia faktu że w tak ujętych kryteriach jak w tamtym artykule SPN wygrywa. No ale ja też jestem stronnicza :D

    Wypluj te 30 sezonów "V" ma dobre zostać. W ogóle czytalam o tym przed przerwą wakacyjno-jesienną ale i tak mnie mnie bardzo pozytywnie rozwaliło bardzo pozytywnie inkorporowanie oryginalnej Diany z wersji z 1983 jako matki Anny. :))))

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim problemem jest to, że nigdy nie widziałem oryginalnej wersji, choć sporo o niej słyszałem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja widziałam tylko klipy na tubie, no bo sama seria jest trudna do znalezienia, ale i tak mój wewnętrzny geek cieszy się jak dziecko jak widzi taka dbałość o szczegóły i hołd dla ciągłości :)

    OdpowiedzUsuń