Z w pełni iluzorycznym ale bardzo spektakularnym trzaskiem godnym co najmniej tony szkła. Ach ta moja wyobraźnia i bogate życie wewnętrzne napędzane kawą. Ale ja nie o tym.
Ja o tym że na tapecie mam dwa tematy które opisuję już od zeszłego czwartku, co nie wychodzi mi przez permanentny brak czasu i ogólną polkę galopkę, którą uprawiam ostatnio bez jakieś konkretnej przyczyny poza tym że mnie nosi. Jak tak dalej pójdzie to nie opiszę ich ever szmever i zalegną pogrzebane na cmentarzysku idei ( Cmentarzysko to nie jest miejsce dla księcia) bez najmniejszej choćby wzmianki. Nie godzę się na to zdecydowanie stąd zamieszczę cóż... wzmianki.
Barcelona piękna, słoneczna (coraz bardziej w pamięci i zdjęciach- na miejscu trochę wiało :D), z sagrią, mojito, randomowymi zakupami& zwiedzeniami i rzeczywistością magiczną dotyczącą sklepów (vide teoria zdaje się Pratchetta o znikającym i pojawiającym się sklepie- w Barcelonie cały handel tak wygląda). Dodatkowo wystąpiły żółte urodzinowe okulary ze świeczkami (vide straszliwe zdjęcia na FB), kolejne dobowe opóźnienia w powrocie (strajk kontrolerów lotów we Francji pozdrawia Xynthię) oraz złoty (sic!) samolot Lotu gdy droga powrotna (uff!) w końcu się odbyła. Czyli podróżowy standard of feckin' crazy good times w skrócie telegraficznym.
Good times! :)))
Koncert 'The Swell Season' we Wrocławiu genialny był kompletnie i to z kilku powodów takich jak to np. to że Glen ma niesamowitą energię sceniczną nawet (zwłaszcza) w kawałkach, które można by nazwać smętnymi; Marketa ma niesamowity spokój ducha ( w dzieciństwie grała z siostrą w Wormsy, jak Melon & K ^^,,- to na pewno przez to) a do tego mieli zajebisty support. Zwykle na supportach siedzę i zastanawiam się po co mi to było (tak miałam na przedostatniej Tori, i prawie, prawie na ostatniej też) zwłaszcza gdy jestem głodna jak wilk bo przez prawie cały dzień nic nie jadłam (dziękujemy ci PKP za opóźnienia), tymczasem Longital nas z dziewczynami kompletnie zaczarował. Zaczęło się od fazy na A to je všetko? a skończyło na tym że ich strony na soundcloudzie słucham w domu non stop. Mry mry mry. Niech już znów przyjadą do Polski.
To tyle w kwestii krótkich *kaszlu, kaszlu* wzmianek opłotkonotkowych. Może zawsze powinnam wzmiankować. A z notek powieści pisać... Kiedyś. W wolnym czasie. Taaak. To ja wracam do pracy.
*
W Barcelonie powstała (znaczy ja stworzyłam, dziewczyny przyklasnęły) następująca teoria.
Ma się tyle lat ile było świeczek na ostatnim torcie urodzinowym. Ja ostatni tort ze świeczkami miałam na 18-tkę. :DDDD
to ja mam tsy latka :p by sie zgadzalo nawet :p
OdpowiedzUsuńGaia
Hi hi. Mnie wczoraj koleżanka napadła z serkiem pleśniowym który zrobił za Tort, ale na szczęście trzymaczy do świeczek miała jeno 12 wiec mogę teraz wybierać^^
OdpowiedzUsuń