Mój drogi organiźmie nie traktuj tej uwagi jako krytyki, ale wytłumacz mi czemu od kilku dni nie jestem w stanie przespać więcej niż 4-4,5 godziny na dobę? Czy położę się o 4-tej w sobotę, czy o 23-ciej w niedzielę efekt końcowy jest taki z coś budzi mnie i zrywa z łóżka na długo przed planowaną pobudką, a próby ponownego zaśnięcia pozostają tym właśnie- próbami.
Co oznacza ze teraz o 4:27 mam nagle masę czasu którego zwykle rano nie mam, żeby np. docenić to iż jesteśmy już na tym etapie roku że słońce (o czym usłużnie nie omieszkal mnie poinformować google calendar w telefonie) wzejdzie dopiero za równe 2 godziny. Powtarzam że nie marudzę (a nawet jeśli to tylko troszeczkę) ale kiedy to się stało dokładnie? Ja chyba przespałam ten moment co może wyjaśniałoby czemu mój organizm zasadniczo gra mi na nosie kiedy usiłuję pospać.
I nie tylko wtedy w sumie. W ciągu ostatnich 10 dni zafundował mi kilkudnową grypę żołądkową (dotychczasowy rekord wynosił 1,5 dnia. sic!), przeziębienie z chwilowym (i uleczalnym herbatą-_-") brakiem dostępu do strun głosowych oraz zapalenie spojówek połączone z katarem (zaszłe samoistnie lub jako reakcja alergiczna na sztuczne łzy. Oł je bejbe. ;>)
Nie tyle mnie to w sumie przygnębia, raczej zadziwia bogactwem inwentarza. Ja wiem idzie jesień, przesilenie tuż tuż, organizm czyści złogi, przygotowuje się do nowej fazy bla bla bla. Ale nie jadłam dziwnych rzeczy, nie odmrażałam się eksternistycznie jakoś w ostatnim okresie, a oczom dałam przez weekend odpocząć od komputera więc doprawdy nie pojmuję tej kampanii podjazdowej. Bo drogi organiźmie ja posiadam kalendarz (nawet kilka) i wiem że przesilenie i pełnie tuż tuż, więc tak na przyszłość proponuje dialog a nie komunikaty jednostronne. Phi.
Z innej(hi hi-nomen omen) beczki duże kieliszki do wina są złeeee. Kupiłam wczoraj 2 w pepco ponieważ mój komplet sztuk sześciu rozmiaru normalnego, który przynabyłam byłam sobie 2/3 lata temu na urodziny, zakończył ostatnio żywot- w dużej mierze przy pomocy moich współlokatorów choć przyznaję iż ostatni cios sama zadałam mu lewym łokciem. Co nie jest jednak meritum tej sprawy. Bo sedno jest takie że na przyjście Leny kupiłam 2 duże kieliszki i jedno wino na zaś i zapas do już (acz ledwo) otwartego Shiraza/Malbeca. Taaak. Czy muszę mówić że oba wina zostały wypite (w moim przypadku na 2, w Leny na 2,5 kieliszka) a my skończyłyśmy wieczór w nastroju zaiste szampańskim? Przy okazji udowodniono lecznicze właściwości wina odnośnie przeziębienia (które nadal trwają ciii) i to że (po raz drugi w ciągu ostatnich 2 tygodni) mołdawskie wina są mocno i niesłusznie niedoceniane.
Nie wiem czy ta bezsenność mi służy, ale właśnie wstałam z łóżka i wiedziona duchem dociekliwości podreptałam do kuchni badać objętość kieliszków empirycznie. Przy pomocy miarki do suihanki. Bez komentarza.;> Powiedzmy sobie od razu za to, iż oceniam nasze pojedyńcze kieliszki na jakieś 400 ml, a nie jest to wszystko co może się w środku zmieścić... To wyjaśnia tak wiele...;>
No dobrze, chyba czas wstać na dobre a nie w celach. badawczych.Wzdech. *przymierza się do ataku na czajnik (kaaa waaa) i desantu na prysznic*
PS. Przy okazji retoryczna uwaga do uniwersum, Murphy'ego i całej reszty. Uprzejmie proszę o oddanie mi netu. Wypraszam sobie zwieszanie sygnału w newralgicznym momencie początku jesiennej ramówki w amerykańskiej telewizji. *prycha*
PS 2. Obecną notkę sponsoruje gmailowa aplikacja na Gedzie i chciałabym powiedzieć że Era, ale niestety ostatecznie sponsoruję ją ja. ;>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz