Jak to jest że najwięcej do powiedzenia mam gdy nie mam czasu ani/albo możliwości pisania, a gdy mam obu rzeczy w nadmiarze nie mam do powiedzenia absolutnie nic? Fascynujące.
Czyli net nadal nie działa, oczy nadal bolą (choć mniej iii ha!), nieobejrzane seriale (jako idea, nie jako byt rzeczywisty na dysku- rzecz jasna) się piętrzą, życie się toczy, pracy na wszelkich frontach jest dużo a czas niestety nie jest z gumy.
Czyli Ronnie leży odłogiem a ja nawiguje meandry rzeczywistości (nieco hiper)realnej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz