Przez półtora dnia (dosłownie, sprawdzałam sic!) nie odzywam się na fejsbuku, co skutkuje telefonem od rodzicielki z pytaniem czy żyję... Ano żyję, co mam nie żyć. Ale jak widać nie powinnam zrywać z nałogiem bo bliscy się martwią...
Czy mi się wydaje czy kiedyś bywało tak jakby odwrotnie? Omm.
Tempura, morszczyn, te sprawy-_-"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz