piątek, 21 maja 2010

All About Razzies (& Nothing About Rabies& Rabbits)

W ramach weryfikacji o co chodzi z tą całą Złotą Maliną Sandry (kudoz dla niej za jej odbiór, i to na etapie po nominacji ale przed dostaniem Oscara, oraz za klasę z jaką to zrobiła vide filmik na końcu notki) obejrzałam sobie to nieszczęsne 'All About Steve' za które ją dostała i... nie widzę w czym jest problem o_O"...

W sensie owszem, film nie jest sensacją roku, ba jest dość głupawy nawet ale...widziałam (lub nie, w ramach prewencji) kilka głupszych z zeszłorocznej puli.

Encyklopedycznie-intelignentna bohaterka w sytuacjach wymagających hmm...rozsądku, wyczucia czy chociażby ziarna nieufnośći* zachowuje się jak absolutna kretynka, co tak ogólnie jako kobieta znajduję obraźliwym ale a) samej zdarzyło mi się popełniać w momentach roztargnienia różne kwiatki b) hiperbola ta jest do tego stopnia wyolbrzymiona że aż absurdalna, co z kolei utrudnia traktowanie poważnie choćby i po to by sie zirytować/oburzyć.
Co nie zmienia faktu że Mary to początkowo typowa bohaterka( ofiara?) rubasznej komedyjki dla męskiej publiki- walnięta w dekiel stara panna, która wie i gada za dużo dla własnego dobra i której wszyscy mówią że powinna być normalna (ergo mieć chłopa i dzieci-_-"), a potem dziwią się że Mary a) (mimowolny) obiekt westchnień znalazła b) rzuciła się na niego z desperacją godną lepszej sprawy. Doprawdy nie wiem czemu się dziwią,- przecież paradygmat nienormalnej starej panny został już tak ugruntowany, że ten kto spodziewał się że Mary po prostu złagodnieje i stworzy zdrowy związek, a nie zostanie obsesyjną stalkerką np. sam ma nierówno pod sufitem i należy go zamknąć-_-".

Ogólnie rzecz biorąc badziewie, nes't pas drogi Hastings?

Tylko że właśnie badziewie nie do konca jest badziewiem. Moze i naiwnie usiłuje ożenić gatunek komedii męskiej (ergo dzieł w stylu:dżampreza-kac-dżampreza-kobieta-to-dżaga-która-daje-dupy[lub-choć-zajebiście-wygląda]-albo-kostyczna-jędza-która-czegoś-o-zgrozo!-chce) z romantyczną (panna pokiereszowana przez los i społecznie *wzdech*, nieoczekiwanie spotyka Miłość Swego Życia*wzdech*; Czasem Tornado Czasem Deszczcz, bla bla- ogólnie jeno długosć[krótkość] i brak śpiewania, różnią to to od bollywoodu)-niedopasowanie które większości związków i filmowi wychodzi nieco bokiem kiedy to np. przez 3/4 czasu antenowego nie wiadomo  czy chcą nam udowodnić jaka to Mary jest kompletnie walnięta, czy jaka mimo tego wszystkiego jest przytulaśna i kochana.(Halo! To Sandra jest! Moze sobie być stalkerką do kwadratu ja nadal optuję za wersją 'przytulaśna i kochana'.)

Co jeszcze...
Tani sentymentalizm na wiadra- jest. Bohaterka upupiona inteligentka idiotka jest. Biedny przystojny młodzian przesladowany przez psychopatkę (wink wink nudge nudge, we've all been there, even if there is just wishing that Sandra Bullock would stalk us *sigh men of the world*)- jest. Zadowolony z siebie zadufek-kumpel młodziana- bez sensu dla jaj jeno ciągający Mary przez pół kraju, ale Przeżywający Przemianę Duchową Na Końcu- jest. Upierdliwy Azjata Mówiacy Irytującą Prawdę jest. Politycznie Poprawny Szef Murzyn Wielkichuj(ergo Murzyn buc na kierowniczym stanowisku)- jest. Njuejdżowcy jako miłośnicy świeczek, jabłek i trójnogich dzieci, zaś nie znający mądrych słow, praw fizyki, i podstaw meteorologii stosowanej( Meteorologia stosowana  101, jeśli jedziesz w stronę huraganu a wszyscy inni których widzisz na drodze jadą w przeciwnym kierunku należy może przekontemplować kierunek jazdy) też odhaczeni.

Za to Mary po tym jak mój mózg przeżył pierwszy około 20 minutowy szok kontaktu z jej osobowością, im dalej w film tym robi sie ciekawsza. Ma nieodłączne atrybuty w postaci parasola, charakterystycznych czerwonych butów i ta gadżetyzacja w moich oczach poszła w kierunku archetypizacji. Po niedługim czasie zaczęłam o niej myśleć poniekąd jako o współczesnej Mary Poppins(na pewno MP społeczeństwo też chciało upupić i przemielić na wszechobecną papkę 'normy' jak i naszą Mary), poniekąd jako o klasycznym przykładzie drogi bohatera/bohaterki.Na początku upośledzona społacznie Mary  rozwija się, rozkwita, zyskuje przyjaciół, odkrywa że mądrość i wiedza to nie to samo. I dochodzi do wniosku że normalna to może nigdy nie będzie, ale może jej być z tym całkiem dobrze. Wniosek końcowy pod którym  podpisuję się rękami i nogami. No i dodatkowa wisienka na torcie w postaci zakończenia w którym

(UWAGA SPOILERY W KURSYWIE)
TAAA DAAAM!
on i ona się nie schodzą!!!! Jemu nawet nieco miękknie rura (metaforycznie and pozytywnie) i jest dla niej pełen rewerencji, ale ona sie żegna zanim Cośtam Się Na Serio Zadzieje (albo inaczej zgubi) i idzie do przyjaciół. Wg wszelkich prawideł w sequelu jesli by takowy miał powstać ( a pewnie nie powstanie vide Malina dla Sandry, i dla najgorszej ekranowej pary-> tu proszę się zapoznać z tym co  miała do powiedzenia sama Sandra) On powinien teraz latać za nią. :DDD


(PO SPOILERACH)


Gra aktorska.
Again- nie powalała. Sandra była sobie po prostu trochę bardziej porąbanąSandrą (Moze na tym polega problem. Nawet jako stalkerka jest za urocza), a dla mnie Sandra moze łodzie na pustyni sprzedawać i być przekonywująca. Ogólnie trudno wycisnąć mega performance z materiału dość miałkiej jakości. Ale jak już mówimy o złym aktorstwie z zeszłego roku, to czemu w Malinach przepadł Twilight 2???! To niesprawiedliwe. Kristen Stewart ( i pare innych osob z ekipy też) sobie tak na te  nagrody zasłużyło.....:>>>>

Ergo pozostaje mi stwierdzić że i Maliny i Oscary pozostają dla mnie mocno zagadkowe w kwestii kryterów wyboru. Ale niech tam. Kawy, igrzysk i końca dnia chcę.


*Mary ma jedną scenę kiedy absolutnie wymiata i zupełnie nie jest naiwna. Ląduje na jakims zadupiu z opcją następny autobus  za tydzień i propozycją od kierowcy tira że ją podwiezie. Prosi o jego prawo jazdy, zapisuje sobie jego numer na przedramieniu tłumacząc mu że jak chce ją zgwałcić i zamordować to niech ją lepiej potnei na drobne, drobniusie fragmenciki bo inczej policja go znajdzie. Przebieg sceny i mina kierowcy- bezcenne.




In other news czemu waluty idą w górę zawsze tuż przed moim wyjazdem za granicę*sigh*
Dobrze ze prezent matce na Amazon UK kupiłam zanim skoczyły funty.

Mood:
Sleeeeeepy....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz