W sensie owszem, film nie jest sensacją roku, ba jest dość głupawy nawet ale...widziałam (lub nie, w ramach prewencji) kilka głupszych z zeszłorocznej puli.
Encyklopedycznie-intelignentna bohaterka w sytuacjach wymagających hmm...rozsądku, wyczucia czy chociażby ziarna nieufnośći* zachowuje się jak absolutna kretynka, co tak ogólnie jako kobieta znajduję obraźliwym ale a) samej zdarzyło mi się popełniać w momentach roztargnienia różne kwiatki b) hiperbola ta jest do tego stopnia wyolbrzymiona że aż absurdalna, co z kolei utrudnia traktowanie poważnie choćby i po to by sie zirytować/oburzyć.
Co nie zmienia faktu że Mary to początkowo typowa bohaterka( ofiara?) rubasznej komedyjki dla męskiej publiki- walnięta w dekiel stara panna, która wie i gada za dużo dla własnego dobra i której wszyscy mówią że powinna być normalna (ergo mieć chłopa i dzieci-_-"), a potem dziwią się że Mary a) (mimowolny) obiekt westchnień znalazła b) rzuciła się na niego z desperacją godną lepszej sprawy. Doprawdy nie wiem czemu się dziwią,- przecież paradygmat nienormalnej starej panny został już tak ugruntowany, że ten kto spodziewał się że Mary po prostu złagodnieje i stworzy zdrowy związek, a nie zostanie obsesyjną stalkerką np. sam ma nierówno pod sufitem i należy go zamknąć-_-".
Ogólnie rzecz biorąc badziewie, nes't pas drogi Hastings?
Tylko że właśnie badziewie nie do konca jest badziewiem. Moze i naiwnie usiłuje ożenić gatunek komedii męskiej (ergo dzieł w stylu:dżampreza-kac-dżampreza-kobieta-to-dżaga-która-daje-dupy[lub-choć-zajebiście-wygląda]-albo-kostyczna-jędza-która-czegoś-o-zgrozo!-chce) z romantyczną (panna pokiereszowana przez los i społecznie *wzdech*, nieoczekiwanie spotyka Miłość Swego Życia*wzdech*; Czasem Tornado Czasem Deszczcz, bla bla- ogólnie jeno długosć[krótkość] i brak śpiewania, różnią to to od bollywoodu)-niedopasowanie które większości związków i filmowi wychodzi nieco bokiem kiedy to np. przez 3/4 czasu antenowego nie wiadomo czy chcą nam udowodnić jaka to Mary jest kompletnie walnięta, czy jaka mimo tego wszystkiego jest przytulaśna i kochana.(Halo! To Sandra jest! Moze sobie być stalkerką do kwadratu ja nadal optuję za wersją 'przytulaśna i kochana'.)
Co jeszcze...
Tani sentymentalizm na wiadra- jest. Bohaterka upupiona
Za to Mary po tym jak mój mózg przeżył pierwszy około 20 minutowy szok kontaktu z jej osobowością, im dalej w film tym robi sie ciekawsza. Ma nieodłączne atrybuty w postaci parasola, charakterystycznych czerwonych butów i ta gadżetyzacja w moich oczach poszła w kierunku archetypizacji. Po niedługim czasie zaczęłam o niej myśleć poniekąd jako o współczesnej Mary Poppins(na pewno MP społeczeństwo też chciało upupić i przemielić na wszechobecną papkę 'normy' jak i naszą Mary), poniekąd jako o klasycznym przykładzie drogi bohatera/bohaterki.Na początku upośledzona społacznie Mary rozwija się, rozkwita, zyskuje przyjaciół, odkrywa że mądrość i wiedza to nie to samo. I dochodzi do wniosku że normalna to może nigdy nie będzie, ale może jej być z tym całkiem dobrze. Wniosek końcowy pod którym podpisuję się rękami i nogami. No i dodatkowa wisienka na torcie w postaci zakończenia w którym
(UWAGA SPOILERY W KURSYWIE)
TAAA DAAAM!
on i ona się nie schodzą!!!! Jemu nawet nieco miękknie rura (metaforycznie and pozytywnie) i jest dla niej pełen rewerencji, ale ona sie żegna zanim Cośtam Się Na Serio Zadzieje (albo inaczej zgubi) i idzie do przyjaciół. Wg wszelkich prawideł w sequelu jesli by takowy miał powstać ( a pewnie nie powstanie vide Malina dla Sandry, i dla najgorszej ekranowej pary-> tu proszę się zapoznać z tym co miała do powiedzenia sama Sandra) On powinien teraz latać za nią. :DDD
(PO SPOILERACH)
Gra aktorska.
Again- nie powalała. Sandra była sobie po prostu trochę bardziej porąbanąSandrą (Moze na tym polega problem. Nawet jako stalkerka jest za urocza), a dla mnie Sandra moze łodzie na pustyni sprzedawać i być przekonywująca. Ogólnie trudno wycisnąć mega performance z materiału dość miałkiej jakości. Ale jak już mówimy o złym aktorstwie z zeszłego roku, to czemu w Malinach przepadł Twilight 2???! To niesprawiedliwe. Kristen Stewart ( i pare innych osob z ekipy też) sobie tak na te nagrody zasłużyło.....:>>>>
Ergo pozostaje mi stwierdzić że i Maliny i Oscary pozostają dla mnie mocno zagadkowe w kwestii kryterów wyboru. Ale niech tam. Kawy, igrzysk i końca dnia chcę.
*Mary ma jedną scenę kiedy absolutnie wymiata i zupełnie nie jest naiwna. Ląduje na jakims zadupiu z opcją następny autobus za tydzień i propozycją od kierowcy tira że ją podwiezie. Prosi o jego prawo jazdy, zapisuje sobie jego numer na przedramieniu tłumacząc mu że jak chce ją zgwałcić i zamordować to niech ją lepiej potnei na drobne, drobniusie fragmenciki bo inczej policja go znajdzie. Przebieg sceny i mina kierowcy- bezcenne.
In other news czemu waluty idą w górę zawsze tuż przed moim wyjazdem za granicę*sigh*
Dobrze ze prezent matce na Amazon UK kupiłam zanim skoczyły funty.
Mood:
Sleeeeeepy....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz