niedziela, 28 lutego 2010

Train meet Xynthia, Xynthia don't play with the Train

Miałyśmy dziś z D. wrócić z Amsterdamu.Pociągiem. Przez Niemcy i takie tam.Otóż nie wrócimy. Zdążyłyśmy dotrzeć na stację, kupić jedzenie na drogę i udać się do informacji celem zidentyfikowania lokalizacji naszego pociągu kiedy najpierw powiedzieli nam że a) pociąg ma opóźnienie, b) że nie pojedzie w ogóle bo w Niemczech  rozpętało się pogodowe piekło. Niestety nie był to scenariusz pt. 'odpowiednie skreślić'.

Wracamy do znajomych z niecenzuralnymi frazy na ustach, przeprowadzamy krótką weryfikację faktów i już wiemy że nasza burza ma imię i niezłą reputację już w połowie Europy- najwyraźniej trup i koszta ścielą się za nią gęsto. Wynik starcia: burza 1, pociąg 0.

Bilety mamy przebukowane na jutro, wracamy we wtorek rano i innej wersji po prostu nie przyjmuję, bo nie i już. (Tak, jest to klasyczny syndrom zaprzeczenia ale jest mi z tym wyjątkowo dobrze). O tym jak powrót będzie wyglądał jak już do niego dojdzie, po obejrzeniu pełnej poczekalni pozbawionych nadziei powrotu do domu desperatów aka naszych- póki co niedoszłych- współpodróżnych, nawet nie chcę myśleć.
Nie wiedzieć czemu kojarzy mi się ze skrzyżowaniem Sajgonu z transportem bydła. Brrr.

Póki zaś proponuję wam moi drodzy w domach siedzieć:>

Mood
Happy but irritated

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz