czwartek, 25 lutego 2010

Time's a-waistin' (czyli w wersji a la miś Luj: Czas się nie marnuje)


Mam dziś bardzo niebieski czwartek (spokrewniony
z poniedziałkiem) czyli nie chce mi się absolutnie nic.
Tym bardziej w obliczu 2 dniowego urlopu i wyjazdu, 
kiedy to powinnam robic całą-masę-rzeczy-co-to
-urodziły-się-nagle-ale-naprawdę-są-na-zawczoraj-rach-
ciach-i-od-razu. 

To dlatego nic nie piszę w tygodniu obecnym.
Poza tym jestem ciągle ostanio zajęta jakoś.
Nie bardzo wiem czym, ale fakt pozostaje faktem
że jak już myśl jakaś wypełźnie mi przez palce
na klawiaturę, to zwykle kończy w postaci szkicu
rozgrzebanej w notatniku notki. Albo nie wypełza
jeno wegetuje nagrana na telefon przez aplikację
androida na moim wiernym Ianie. Albo jeszcze poprostu
umyka w eter.

Szkiców w notatniku mam już tyle że gdybym była
sławna mogłabym to wydać jako cmentarzysko myśli
różnej, coż poradzić kiedy nie jestem. Nic straconego,
jeśli sława mi się kiedyś przydarzy notatniki czekają.

I jeszcze luźno:
Chcę przeczytać 'Burzę' Parowskiego, i tą rzekomo
obrazoburczą książkę o Kapuścińskim, z czego pierwszej
boski Toruński empik oczywiście nie miał, a z czego
druga nie jest wydana bo wdowa ciąga autora po sądach.
Wzdech.
Chce też więcej 'Entourage' którym skrzywdził mnie
Wojciech, ale zaspokojenia tej potrzeby spodziewam
się niedługo. Inna sprawa że Wojciech chyba nie 
do końca wiedział jaki efekt uzyska rzucając mi E.
(no pun on E.-the character- intended) na pożarcie.
Hi hi.

Tyle wynurzeń, wracam robić moje mega pilne rzeczy,
a potem wybywam i wracam do Toronto dopiero 
w poniedziałek.
Zieew, angelologia i reise-nie-do-końca-fieber.

Mood:




Anxious&Bouncy

6 komentarzy:

  1. Oooo, ja to już chyba i od środka niebieska jestem (poza odcieniem czerwonego wku...wu to tu to tam). Ostatnio zatęskniłam za tym uczuciem "Nie chce mi się a muszę przecież tyle zrobić". Ostatnio nie myślę bo wiem o tym, co muszę zrobić tylko robię, robię i robię. 8h w pracy, 5h po pracy. Jak nie tłumaczenie, to zajęcia, jak nie zajęcia to egzamin, jak nie egzamin to materiał na konferencję, jak nie materiał to papiery i dokumenty do złożenia w setce miejsc. I wszystko jakimś cholernym cudem na 15go marca. Czy to cholera jakiś święty dzień jest? I co to za religia?! X_x

    OdpowiedzUsuń
  2. To o Kapuscinskim jednak wydadza ponoc, bo szamotanina wdowy z sadem nie przyniosla zakazu publikacji. Tak przynajmniej wnosze ze slow znajomej, ktora rowniez pala checia zapoznania sie z materialem ;)

    Sorry very ze nie odebralam dzisiaj - mialam rece pelne roboty i zakupow :/

    OdpowiedzUsuń
  3. 15 marca to urodziny mojej kolezanki z liceum O_o Ciekawa jestem, co ona takiego zrobila, ze zrobili z tego dnia Deadline-A-Potem-Koniec-Swiata... XD
    Tez czekam na ta ksiazke o Kapuscinskim; premiera 3 marca; a przy kazdej wzmiance, ze K.wspolpracowal z SB, UB, OB i 2B i pisal `pod system`, parskne szyderczym smiechem. Tak, bo bez tego na pewno by pojechal w owych czasach dokadkolwiek dalej, niz Koluszki -_-
    Dobrze, ze sie odzywasz :D Juz znow chcialam---ZADZWONIC! O_O

    OdpowiedzUsuń
  4. Mari: a U2? Z nimi tez?

    /Siob

    OdpowiedzUsuń
  5. @MO&MAri
    na pewno 15ty to ta planowana data konca swiata, niestety dopiero za 2 lata. (i tak, rumuje)
    @Lena
    Gut w kwestii 1, luz w kwestii 2. :*
    @Mari reloaded
    Och nie!!! O mało co nie zadzwoniłaś???! To ...to...to... s t r a s z n e! :D

    OdpowiedzUsuń